SocIent = Social Invent

Czyli daj sobie pomóc w rozwoju – odpowiadaj na potrzeby społeczności i stwórz miejsce umożliwiające ich realizację.

Nietrudno jest udowodnić, że aktualnie pojawiające się produkty są wynikiem badań opisujących, jakiego produktu rynek oczekuje. Badania takie oprócz ewidentnych oszczędności po stronie rozwoju produktu mają też ukrytą cechę, która chciałbym nazwać inspiracją. Ludzie zamawiający takie badania są w stanie odnaleźć odpowiedzi pomagające stworzyć nowe funkcjonalności skutecznie rywalizujące na konkurencyjnym rynku. Są też złe strony takich badań, bo badani mogą wcale nie znać naszych produktów, rozwiązań i często udowadniać, że czegoś potrzebują, co w gruncie rzeczy nie jest im do niczego potrzebne. Dlatego to właśnie analitycy i „kreatywni” produktowcy mocno pilnują, by nie pójść w ślepą uliczkę.

Internet otworzył bramy tego typu firmom do lepszego poznawania potrzeb swoich klientów. Ale czy na pewno firmy z tego korzystają? Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Są firmy i organizacje – głównie ze świata informatycznego – tworzące środowiska, w których „zwykli” użytkownicy mogą proponować rozwiązania, zgłaszać swoje zmiany i poprawki; część z takich działań sam nazywam fenomenem społecznościowym. Linux – system operacyjny w wielu wersjach jest nieustannie rozwijany przez tysiące kreatywnych użytkowników, poza tym są setki tego typu inicjatyw – od przeglądarek, programów aż po całe złożone procesy wytworzone przez społeczne ruchy.

Niestety firmy „starszych” offline’owych branż jeszcze nie nauczyły się wykorzystywać wiedzy i doświadczeń swoich użytkowników. Co biorę jakąś rzecz do ręki i mam pomysł jak ją ulepszyć, wcale nie odnajduję miejsca pozwalającego mi na interakcję z pomysłodawcą tej rzeczy. Oczywiście nie oczekuję, aby na szczoteczce do mycia zębów był adres e-mail projektanta jednak spójny system komunikacji biur projektowych z użytkownikami wprowadziłby wiele ciekawych innowacji w nasze życie. Szczególnie, że najwięcej siły dają produktom ludzie, którzy z nich korzystają.

A oto przykład z życia wzięty:

Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek ustawić czas, po którym twój piekarnik, kuchnia gazowa, płyta indukcyjna poinformuje Cię o upływie tego czasu? Ok, co się dzieje jak ten piekarnik oznajmia dźwiękiem o takiej sytuacji? Upływa czas… A skąd wiesz ile go upływa? Nie wiesz. Bo producent żadnej przeze mnie zbadanej kuchenki (z odliczaniem czasu) nie wpadł na to, by po osiągnięciu ustawionego czasu odliczać czas od momentu uruchomienia alarmu. Czy nie byłoby wygodnie wiedzieć, że coś gotuje się już 2 minuty ponad te pięć, które ustawiono? Ile razy mięso jeszcze nie było dosmażone i ustawiałeś jeszcze 10 minut, ile razy 2 z 4 jajek pozostawiono by były na twardo? No właśnie – licznik odliczający od momentu ustawienia byłby ciekawą unikalną właściwością kuchenki, która mogłaby stać się powodem do jej zakupu. Jakby jeszcze wstawili podtrzymanie do zegarka po utracie zasilania, to w ogóle byłoby świetnie, bo konieczność każdorazowego ustawiania zegara jest przegięciem.

W tym przykładzie jest pokazana moja potrzeba, wiedza użytkownika, która mógłaby być wykorzystana. Jednak, aby tak się stało musi być miejsce umożliwiające podzielenie się tą wiedzą z kompetentnymi osobami, a przynajmniej jakieś pozory rozmowy z kompetentnymi osobami. Niestety przepiękna strona producenta nie zachęca mnie do dzielenia się z nim moją wiedzą 😉 Ok, napisałem do nich, ale coś czuję, że to pisanie pozostanie bez odpowiedzi.

Dlatego nawołuję producentów telewizorów, pralek, kuchenek, rowerów, ubrań i wszystkiego bardziej skomplikowanego od kija do miotły: dajcie nam możliwość kontaktu z Wami! Pomożemy Wam, bo interesem będzie realizacja naszych potrzeb (no chyba, że sami wpadniecie na to, że skoro Wam pomogliśmy, to nas jakoś wynagrodzicie np. produktem, który uwzględnia naszą zmianę?)