Foursquare – Rozebrani inaczej…

Foursquare - Rozebrani inaczej...Czyli o kolejnych narzędziach, które wyprowadzają nasze prywatne sprawy na światło dzienne.

Obserwując pęd użytkowników (w tym również mój i moich znajomych) do pokazywania jak największej ilości informacji o sobie na serwisach zwanych społecznościowymi utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie nie zatrzymają się na prezentacji swojej przeszłości (zdjęcia, historie, znajomi itd.) poprzez aplikacje typu Foursquare. Wkrótce wejdą w obszar prezentacji prywatnych danych dotyczących aktualnie występujących wokół nich zdarzeń. Pierwszym przebłyskiem tego trendu jest ciągle się umacniające zjawisko geolokalizacji miejsca przebywania.

Foursquare lokalni szpiedzy

Już teraz wielu z moich znajomych ochoczo klikając w aplikacjach typu foursquare.com zaznaczają gdzie się pojawili. Aktualnie wymaga to interakcji z systemem, ale rozwój tego typu narzędzi doprowadzi do stadium pozwalającego ten proces zautomatyzować. Już niedługo może się okazać, że przebywając w jakimś miejscu dłużej niż 15 minut telefon sam nas w danym miejscu oznaczy, co dla wielu będzie tylko jednym z procesów usprawniających ten staromodny sposób na wskazanie swojego miejsca.

Pytanie, jakie sobie stawiam dotyczy rozwoju tego typu zachowań. Czy można to nazwać nowoczesną kartką pocztową, która informuje moich znajomych gdzie byłem, czy jednak jest to zaproszenie do spotkania? Czy jeśli jeden z moich znajomych wskazuje to samo miejsce w tym samym czasie, co ja to znaczy, że powinienem go poszukać i wykonać rytualne 5 minutowe spotkanie, czy po prostu przyjąć do wiadomości? Czy fakt pojawienia się mojego znajomego na danej konferencji mam traktować jako informację czy kolejny element lansu?

Rozmyślając o tych pytaniach wiem jedno; to nie koniec. To przedsmak ery „oczu szeroko zamkniętych”, gdzie kolejne elementy komunikacji i przekazu dostarczą wiedzy o naszych znajomych, której pozazdrościłby niejeden wywiad. Myślę, że z dnia na dzień znikają bariery kulturowe i emocjonalne, a w pędzie „robienia fajnych rzeczy” zapominamy o sobie i o swojej prywatności.

Co po foursquare?

Do przekazu on-line z naszego samochodu, kuchni, czy kamery zamontowanej w naszym ubraniu już prawnie niczego nie brakuje – łącza 3G sobie radzą, sprzęt jest;  brakuje tylko społecznego dozwolenia i akceptacji tego działania.  Jeśli się takie zmaterializuje, no cóż, prawdopodobnie będziesz wkrótce aktorem 2 planu w wielu produkcjach filmowych zbudowanych na tej technologii. Czy to dobrze? Czy źle? Nie wiem. Wiem jednak, czego się spodziewam i myślę, że to, co jest dziś na długo nie wystarczy, a przeplatanie realnych potrzeb z ich wirtualnymi realizacjami to dobra pożywka dla producentów sprzętu i aplikacji, dzięki którym kolejna generacja elektronicznych gadgetów wyciągnie z rynku miliardy dolarów. I nie bez powodu liderzy tego rynku wydają na rozwój po 12 milionów dolarów dziennie. Trudno wymyślić w którym kierunku pójdzie rozwój aplikacji bazujących na tym co pokazał Foursquare (a wcześniej GoWalla) jednak zapowiada się, że dosyć mocno może zacząć być wykorzystywana wiedza o lokalizacji urządzeń.