Zakazy, nakazy!

Dyrektor finansowy pyta prezesa „Co się stanie, gdy zainwestujemy w rozwój ludzi a oni zaraz po tym zmienią prace?” – Prezes popatrzył głęboko w oczy dyrektora „A co się stanie, gdy nie zainwestujemy w ich rozwój i zostaną?” – tym to wstępem prezentuje weekendowy tekst do porannej kawy o relacji szef-pracownik.

Mogłoby się wydawać, że napiszę o tym, że warto inwestować w ludzi – wybaczcie nie napiszę o tak oczywistej sprawie. Jednak jak się dłużej nad tym zastanowię to dochodzę do wniosku, że dostęp do wiedzy i komfortu można podciągnąć pod określenie „inwestycji”. Gdy pisałem tekst o DropTun.es, czyli o wykorzystaniu Dropbox.com i przeglądarki do słuchania muzyki uświadomiłem sobie jak wiele jest firm, w których wewnętrzne przepisy bezpieczeństwa zabraniają wszystkiego, co wykracza poza zakres zawodowych działań danego pracownika. Zabrania się stosować tego, zabrania się robić tego, zabrania się wchodzić tu, zabrania się. Po takiej serii ograniczeń chciałoby się napisać zabrania się zabraniać. To właśnie tego typy komunikaty oraz związane z tym traktowanie pracowników chcę opisać w tym tekście.

Jasną sprawą jest, że pracownik jest zobowiązany wykonywać swoje obowiązki zgodnie z umową podpisaną z firmą. Jasne jest również to, że siła organizacji jest oparta na sile jednostek ją tworzących. Jeśli jesteś szefem i nie ufasz swoim pracownikom, masz podejrzenia, że nie wykonują działań, które im powierzasz lub nie są zmotywowani, na pewno nie zwiększysz ich motywacji poprzez groźby, zapisy w umowie o pracę i ograniczenie dostępu do usług Internetowych. I nawet, jeśli grozi Ci odpowiedzialność majątkowa za czyn swojego pracownika musisz mieć świadomość, że dużo więcej osiągniesz edukując niż wprowadzając sztywne i sztuczne zasady.

Firmy wydają miliony na budowanie relacji ze swoim klientem zapominając, że w gruncie rzeczy ważniejszy klient siedzi wewnątrz organizacji. Ważniejszy, ponieważ to on jest motorem, kołem zamachowym, przyczyną rozwoju i powodem zmian. To przez niego z reguły się wszystko dzieje. Wszystkie sukcesy rynkowe są efektem realizacji potrzeb właśnie klienta wewnętrznego. Jeśli jesteś szefem wiesz, że to siła drzemiąca w głowie i stanie ducha pracownika będzie powodem nazwania efektów jego pracy innowacyjnym pomysłem, przełomowym odkryciem lub w przypadku jej braku nudną oraz beznadziejną klapą projektu X.

Jeśli obawiasz się, że wsadzą Cię do więzienia, bo Twój pracownik może coś nielegalnie ściągnąć z sieci lub zainstalować nielegalny program powiedz o tym swoim pracownikom, pozwól im to zrozumieć. Niech wiedzą jak ich nieświadome działania mogą wpłynąć na firmę, bo dobrze zmotywowany pracownik zrobi wszystko by firmie krzywda się nie stała. Edukację wymyślono właśnie w tym celu. To ona pozwala nie wciągać pracowników w grę „zobaczymy jak się będziesz zachowywał podczas biegu po polu minowym”.

Wiem, że prościej jest wysłać do wszystkich komunikat „od dziś nie wolno”, ale jak to stawia Cię w oczach pracowników? Czy naprawdę uważasz, że Twoje relacje z pracownikiem prowadzą do odbicia karty i realizacji zadań, które przed nim postawiłeś? A gdzie rozwój organizacji dzięki pracownikom, a gdzie rynkowa elastyczność, gdzie chęć rywalizacji? Jak szybko nakazami doprowadzisz do stanu, gdy nikt nie będzie się identyfikował z firmą wykonując jedynie przysłane instrukcje czekając na wyjście z pracy?

Blokując dostęp do usług w Internecie zdecydowanie dajesz sygnał, że nie ufasz swoim pracownikom. Jeśli musisz blokować to znaczy, że ich nie znasz. A jeśli ich nie znasz to znaczy, że Twój biznes jest słaby. Zanim wydasz kolejne polecenie o „zaostrzeniu rygoru” zastanów się, kto, po co, jak i kiedy dla Ciebie pracuje – im bliżej jesteś osób tym więcej wiesz o ich potrzebach. Skoro umiesz badać potrzeby rynku zewnętrznego, nie omieszkaj sprawdzić swoje podwórko. Poprawa na tym poziomie wpłynie na organizacje, zrób to nawet kosztem rozstania się z „słabo” czującymi Twoje problemy.

Zdecyduj sam czy chcesz zamienić zakazy na wewnętrzną zasady wspierane przez pracowników – ja wiem, że to drugie jest gwarancją sukcesu – pierwsze słabą i kosztowną podróbką rzeczywistości.

 

  • czyżby tekst inspirowany był pojawieniem się w firmie nowego, ambitnego security officer’a ? 😉

    • Nie, raczej inspirowany doświadczeniami z pracy na ul. Wielopole gdzie na przeciwko znajdowała się firma, która już nie istnieje (Prokom ją kupił). W firmie tej pracownicy nic nie mogli tj. mogli tylko wykonywać polecenia. Chodziły plotki, że szef firmy czyta ich maile i przegląda logi proxy więc nigdy nie podawali nikomu adresów firmowych tylko na prywatnych skrzynkach na friko 😉 Śmialiśmy się, że jak szef nie będzie mógł czytać to my poczytamy 😉 To było, dawno, dawno w trawie… Ale widzę, że jakieś legendy się pojawiły… ciekawe… 😉