Wojna: element białkowy vs. cyfrowe algorytmy

Gdy pierwszy raz dotykałem internetu – tak dawno temu, że to już nie prawda – funkcjonowanie w nim było uzależnione od ludzi. Internet był tak kruchy, że wymagał ciągłej pomocy człowieka. A to trzeba było połączyć jeden serwer z drugim, a to wybrać numer i wpisać hasło. Dzień administratora wielokrotnie wiązał się z ponownym uruchomianiem usług, które dziwnym trafem postanowiły odmówić współpracy. Setki osób codziennie głowiły się jak zrobić tak by to samo działało.

Powstawała sieć samodzielnie przełączająca się, inteligentnie pilnująca swoich usług i w razie problemów potrafiąca ponownie doprowadzić się do ładu. Po dwudziestu latach mam wrażenie, że tylko skala skomplikowania utrzymuje te same setki osób w trybie utrzymywania poprawnego działania usług w sieci. Z punktu widzenia tego co robią jednak Ci ludzie, zmieniło się wszystko. Prawie 100% tego co robili w latach 90, dziś dzieje się w automatycznie. Swój czas administratorzy spędzają na sprawdzaniu czy to co robią automaty robią dobrze. Taka karma.

Podobnie jest w sferze produktów. Gdy pierwsze biznesowe podmioty ruszały z produktami dla „użyszkodników” większość działań oparte było o pracę ludzi. Pierwsze istotne usługi to przecież katalogi stron www (Yahoo.com, Katalog Stron WWW z OptimusNet czy  Wirtualna Polska z CNT). Tu siedziały osoby, które przeglądały sieć w poszukiwaniu nowych stron i dodawały je do bazy odpowiednio segregując. Przełomem było gdy całą pracę wziął na siebie program, który dostarczył indeks do którego można było zadać zapytanie o konkretną tematykę. Nagle okazało się, że w zasadzie to katalogowanie stron nie jest tak istotne jak odpowiednie indeksowanie rosnącego rynku. Nagle to algorytmy zmieniły całkowicie nasze postrzeganie świata. Kiedyś myśląc pewną strukturą zdefiniowaną przez doświadczenia człowieka dziś zaczynamy myśleć konkretną potrzebą bez żadnych zależności. Nikt nie musi precyzyjnie wskazywać źródła by otrzymać zaspokajający wynik na zapytanie.  To wiąże się z spłyceniem przekazu i narażeniem się na manipulacje ale nikt się tym nie przejmuje bo ludzie przyswajają wyniki tak jak pelikan łyka ryby. Co dziś wyszukiwarka zwróci jest święte dla wielu osób. Jestem pewny, że gdy jakiś fan StarWars któregoś dnia dziwnym trafem „wypozycjonuje” się na hasło „pole koła” z opisem, że oblicza się je za pomocą wzoru P = r2d2 przy czym „r” to promień a „d” to średnica wiele osób uwierzy, że to prawda. Już dziś młodzi ludzie uważają, że jak czegoś nie ma w wyszukiwarce to znaczy, że to nie istnieje. Dziś też jednym ze sposobów sprawdzenia poprawności pisowni w dowolnym języku jest wpisanie tego słowa do wyszukiwarki.

Kolejnym etapem pokonywania „elementu białkowego” są społeczności takie jak np. Facebook. Nagle okazuje się, że decyzje dotyczące tego co użytkownik tego serwisu powinien widzieć, podejmowanie nie są przez ludzi a skomplikowany algorytm. Oczywiście ten algorytm jest i będzie modyfikowany by uwzględnić tysiące różnych czynników tak by najlepiej dopasować się do zadowolenia naszych potrzeb. Po to byśmy czuli się dobrze i wracali do serwisu po więcej.

Bracia Wachowscy pokazują w Matrix’ie materialne wykorzystanie naszych ciał do tworzenia prądu potrzebnego komputerom/maszynom funkcjonować. W tej wizji świat ludzi tworzących energie jest tylko projekcją wygenerowaną przez maszyny, wpuszczoną przez odpowiednie złącze do naszych mózgów. To strasznie skomplikowane! Bez tych wszystkich sprzętów, złączek i opowieści o bateryjkach czasem mam wrażenie, że wyszukiwarki oraz serwisy społecznościowe robią wszystko by umieścić mnie w swoim matrixie słitaśnych opowieści, które na pewno będą mi pasować?

Nie muszę wytwarzać prądu bo walutą jest to bym coś kupił. Pytanie brzmi czy ja zgadzam się z tym co chce mi dostosować do mnie dany serwis? Czy to jest odpowiednia droga? Czy w tej automatyzacji nie zaczęliśmy się sami okłamywać?

A Ty jak myślisz? Bujamy oderwani od świata?

  • Damian Garbus

    Bardzo ciekawe to co piszesz, w sumie jest w tym wiele prawdy. I niestety widać to już po młodszym pokoleniu które z cyfryzacją ma do czynienia od najmłodszych lat.