To ostatni wpis tego typu!

Z dniem 1 kwietnia kończę działalność blogową, straciłem do Was serce! Nie interesują mnie te tysiące osób, które co miesiąc poszukują moich głupotek. Tak naprawdę liczyłem, że przez prowadzenie tego bloga stanę się szybko europosłem i dostanę intratną pracę w Google.

Nie udało się, Googlerzy nie czytają mojego bloga, mają mnie w nosie i nie chcą mnie zatrudnić, a napisałem tyle przyjaznych postów. Trochę się tego spodziewałem i w pewnym momencie skupiłem się na Hörmannie, niestety ten też jakoś się nie interesuje blogerami. Groupon też mnie zignorował. Ech ciężkie jest życie blogera, więc aby tak mocno się nie męczyć przepnę się na blogowanie blipo-twittowe – może mnie tam zauważą.

A teraz z łacińskim pozdrowieniem kończę wpis, bo właśnie dostałem kurs tańca na rurze od Groupona i nowy napęd do mojej bramy od Hörmanna.

Jeszcze raz dziękuje i prima aprilis!

 

  • Czesław

    Małe nawiązanie odnośnie artykułu na onet.pl

    Npisał Pan:
    „Boję się, co będzie, gdy jakiś lekarz domowy zacznie leczyć ludzi na podstawie zapytania do Googla np. „jaką dawkę lekarstwa x podać osobie z objawami y,z,f”.

    Wobec powyższego pytanie -- według Pana na podstawie czego wydają diagnozy lekarze?
    Boskiej mocy, objawienia, medytacji zen ?
    Nie?
    A może wiedzy zdobytej z licznych książek napisanych przez autorów-lekarzy na podstawie wieloletnich praktyk?

    Tak? Oooo proszę.

    Podsumowując można by powiedzieć że źródła te są sumą doświadczeń kilku, nastu, dziesięciu osób ewentualnie zweryfikowanych przez kolejne kilkadziesiąt.

    Aż tu nagle niespodzianka. Pacjent X o charakterystyce ABC reaguje na lek Y negatywnie -- umiera. Przyczyną było to że producent leku nie trafił w grupie testowej na żadnego osobnika o zestawie cech ABC.
    Zostaje powołana specjalna komisja skrupulatnie badająca przypadek przez 12 miesięcy po kolejnych 6 wyniki trafiają do WHO następnie są zaprezentowane na paru sympozjach lekarskich po czym po 5 latach trafiają do podręczników z których kształcą się lekarze.

    W międzyczasie okazuje się że zestaw cech ABC jest powszechny na tym terenie gdzie wystąpił owy przypadek. Ten sam błąd popełnia N lekarzy w N kolejnych szpitalach. N pacjentów umiera.

    Gdzieś w małym szpitalu w Koziej Wólce młody doktor Kumbakimbe postanowił upewnić się w diagnozie i leczeniu i wpisał odpowiednią frazę w Google.

    Jakie było jego zdziwienie jak natrafił na artykuł:

    ” Śmierć pacjenta z zestawem cech ABC po podaniu leku Y. ”

    Klucz tkwi w nauce ODPOWIEDNIEGO wyszukiwania informacji, z uwzględnieniem miejsca ich zamieszczenia wiarygodności itd.

    Najlepszym przykładem pewnego paradoksu jestem ja sam.
    Napisał Pan w przykładzie ” tani dysk ssd w Krakowie” o przypadkach kiedy wypowiedzi w internecie są intencjonalnymi tworzonymi przez handlowców.
    Ze skali tego zjawiska nie zdawałem sobie sprawy dopóki nie natrafiłem na strony/portale dla freelancerów typu zlecenia-przez-net i tym podobne, gdzie pojawiają się dziesiątki ogłoszeń dziennie.
    Co ciekawe nigdy bym na nie nie natrafił gdyby nie….Google.

    Pozdrawiam 🙂

    • Napisałem, że boje się co będzie gdy lekarz domowy zacznie używać googla do podejmowania decyzji o leczeniu. Miałem na myśli „tylko i wyłącznie” 😉 Jak daleko jesteśmy od tego by sam pacjent wpisywał wszystko co popadnie i brał to jako diagnozę lekarza? Np. to jest reakcja na zapytanie o nudności http://dojrzewamy.pl/pyt/172802/jak-wstaje-z-rana-to-mam-nudnosci-co-to-moze-byc -- ja nie chcę być tak leczony… ale to jest tylko przykład… Ludzie zadają pytania do googla na wszystkie tematy, „Czy mogę z nim pójść do łóżka skoro wcale mi się nie podoba”, „Czy moja mama powinna być dla mnie autorytetem i dlaczego nie” -- a później całkowicie w to wierzą nie wiedząc kto te opinie pisał, kwestia tylko ilości wpisów o podobnych odpowiedziach.
      Ten komentarz odnosi się do wpisu http://moonopol.pl/generacja-google-it/