Szklany kiosk od LG

Czyli LG onLife bez życia i pomysłu.

No dobra widziałem, żywe „manekiny” w sklepach z odzieżą. Widziałem, a nawet i pracowałem nad obsługą Big Brothera w Internecie. Ale szczerze nie mogę uwierzyć, że LG wydało na pewno powyżej setki tysięcy złotych na promocję modelu telefonu za pomocą średniego pomysłu, który w skutkach nie promuje wcale telefonu, ale całkiem niezależny od LG onLife serwis Facebook.

Od początku

Ale po kolei, akcja rozgrywa się od 9 lipca w okolicach dworca centralnego w Warszawie. Patryk ‚onLife’ Tomżyński wypełniając kontrakt z agencją reklamową postanowił zamknąć się w kiosku ruchu z przeźroczystymi ścianami w 18 metrach kwadratowych z widokiem na dworzec centralny. Nie może się komunikować ze światem niczym innym niż przez promowany telefon, który jest ponoć dostosowany do korzystania z Facebooka, Youtube itd.

Zdziwienie

I tu się zaczyna moje zdziwienie. Bo jeśli jestem w stanie zrozumieć, że firma w taki sposób promuje model specjalnie przygotowany do obsługi powszechnie używanego w sieci serwisu społecznościowego, to już nie widzę związku z promowaniem modelu przy użyciu średnio jeszcze rozpropagowanego serwisu społecznościowego w Polsce (np. w porównaniu do naszej-klasy).

Dziwi mnie również fakt, że sam Facebook nie przyłączył się do akcji, bo to mogłoby lepiej wypromować usługę, a bez tego mamy obok Złotych Tarasów szklany barak z człowiekiem, który pokazuje, że wystarczy mu sieć i TEN telefon do pełni szczęścia w odosobnieniu.

Idea kampanii LG

Z tego, co zrozumiałem agencja obsługująca ten projekt chce za pomocą samego faktu zamknięcia młodego człowieka w szklanym kiosku pokazać, że ten telefon jest taki świetny, że można nawet w takich warunkach kontaktować się ze swoimi znajomymi z Facebooka.

No dobrze, ale czy to jest realna sytuacja?

Stworzenie relacji z zamkniętej przestrzeni, w której siedzi jeden człowiek z dostępem do Internetu wcale nie tworzy jakiejś skomplikowanej sytuacji o której pisze LG w swoim komunikacie prasowym. Codziennie ludzie siedzą zamknięci w 4 ścianach podobnie jak obserwowany obiekt całe szczęście nie po to, aby składać relacje z czegoś, co można nazwać promocją produktu. Wieje nudą, że aż boli. Zresztą po wpisach na stronie onLife można zauważyć, ze komunikacja odbywa się z pracownikami agencji, którzy chcą podgrzać atmosferę.

Dodatkowym atutem ma być „ukryty” konkurs pozwalający wygrać TE telefony. Obiekt w szkle pisze wskazówki wierszem, niestety nic z nich nie rozumiem – ale pewnie znajomi królika wiedzą, o co chodzi, bo korzystają z super nowoczesnego LGfonu, który to tłumaczy na znośny język. Oto przykład wskazówki:

„Kochankowie zmęczeni o siebie się wsparli
Gromadnie praskiej nocy zabawę wydarli
Krzyki małp i niedźwiedzi zgłuszyła muzyka
Kolejowy łomot gdzieś za blokiem znika.
Ona plakaty przegląda, na tabliczki zerka
Lądowych mechaników ulicy nie spamięta
On o miodku sennie cicho marzył
O tym byś go kodem ‘tak raz, dwa’ obdarzył”

Szansa

Ok, poczekam przyszłego czwartku, gdy akcja się zakończy, ale słabo to widzę. Rozumiem materię, promocja to ciężki chleb, wiele pracy, trzeba się na główkować mocno a efekty mogą być mizerne. Może się niepotrzebnie czepiam, bo tego typu niestandardowe akcje to dla wszystkich ziemia nieznana.

Zawsze w takich sytuacjach przypominam sobie opowieści agencyjne o klientach, którzy wymagają od nich niestandardowych akcji, ktoś je wymyśla w jakimś konkretnym spójnym kształcie, później się to wycenia i klient mówi, że tyle nie zapłaci, więc obcina się do minimum i wtedy pojawiają się koszmarki.

Ech… jutro ktoś wstawi do szklanego baraku człowieka w skodzie yeti aby udowodnić (zareklamować), że da się tydzień w ekstremalnych warunkach przeżyć.