Survival umysłowy

Przeczytałem ze smakiem przepiękny tekst Krzysztofa Łodzińskiego zatytułowany „Głęboka próżnia mózgowa”. Polecam. Autor pokazuje jaki przerażający jest stan nieuctwa w bardzo dużej części naszego społeczeństwa. Politycy, doktorzy nauk i wielu wykształconych ludzi nie ma bladego pojęcia o tym co ich otacza szczególnie w tym technologicznie zawiłym świecie.

umysłowy survivalW swojej obserwacji chciałbym rozszerzyć jednak zakres oceny w jakim Łodziński się porusza, otóż mam wrażenie że to nieuctwo dotyczy każdego aspektu naszego życia. Nie tylko tego, który ma związek z pojęciami matematyczno-fizycznymi ale również każdego, który można sobie wymyślić. Czy to jest filozofia czy psychologia, czy medycyna czy politologia wychylamy wskazówkę miernika wiedzy na pola z opisem „kiepsko – powierzchownie”.

Jakiś czas temu czytałem książkę Marcina Ciszewskiego o internetowo brzmiącej nazwie www.1939.com.pl. Jest to książka przedstawiająca świat oddziału wojska polskiego przeniesionego z roku 2007 do 1 września 1939 roku. Ta opisywana sytuacja daje mi co jakiś czas wiele do myślenia. W przypadku zderzenia jej z tezami z teksu „Głęboką próżnią mózgową” od razu zaczynam zastanawiać się jaką wiedzą posługują się na co dzień ludzie, nawet w najtrudniejszych zawodach świata. Zastanawiam się jak wielu z nas przeniesionych o 100 lat nic by nie było w stanie zmienić i to w dowolnym aspekcie naszego życia.

Do głowy przychodzi mi jedynie, że większość poległaby na tej zmianie. Bo nawet jeśli uznajesz się za świetnego programistę, to powiedz z jakim powodzeniem udałoby Ci się stworzyć komputer? A nawet jeśli uważasz, że jesteś świetnym chirurgiem to co zrobiłbyś bez tych wszystkich gadgetów, którymi posługujesz się na co dzień? I nawet gdy uważasz się za specjalistę o samochodów, to czy byłbyś w stanie powielić komponenty, zbudować je zaczynając od zera?
Mam nieodparte wrażenie, że aktualna wiedza jest mocno przeplatającym się i skomplikowanym efektem unikalnych kompetencji. Doprowadza to do sytuacji w której nawet eksperci poruszają się jedynie w świecie efektów prac innych bez żadnego wgłębiania się w „jak to działa”. Czy wynikiem tego jest ogrom wiedzy i złożoność tego co jest budulcem? A może to edukacja, która za zadanie postawiła sobie jedynie nauczenie odpowiedniego wzorca a nie zrozumienie jego istnienia?

Z dnia na dzień umierają analogowi eksperci rozumiejący gdzie jest skutek a gdzie przyczyna. Z dnia na dzień powstają z łóżek nowocześni, uśmiechnięci cyfrowi eksperci oczekujący efektu monotonnej układanki, dawno pozbawieni ciekawości źródła skutku.

Pytanie jakie zadaje to jak wiele potrafiłbyś zachować zdobyczy naszej cywilizacji podczas takiego „survivalu” umysłowego? Innymi słowy jak bardzo dałeś się wkręcić w tworzenie z efektów mądrości innych bez rozumienia tych mądrości?

  • szymon

    lol!

  • Esz

    Zabrzmi pretensjonalnie, ale „Brawo!”. W beletrystyce Lem takie pytanie -- kilkadziesiąt lat temu -- zadał. A temat przez ciebie postawiony (problem?) ma wydźwięk taki, że głównym problemem systemu kształcenia nie jest chęć zdobywania, pogłębiania i podważania wiedzy jako takiej, a pragmatyzm. Stricte skalkulowane i sfinansjalizowane pojęcie.
    No, żebym w wieku 30 lat dożył debaty na tematy pokroju „produkujemy same niepotrzebne kierunki”, bądź „Jakie studia wybrać, żeby dobrze zarabiać i mieć pewną pracę ?”. Już tutaj uwydatnia się niesamowity laicyzm i ignorancja współczesnej pseudo-myśli. Tak jak wspomniany przez ciebie współczesny programista nie wie nawet z czego zbudowany jest komputer -- nie wspominając o zasadach rządzących elektroniką -- tak ci forujący o pozytywistycznej wizji użyteczności wszystkiego ze studiami włącznie, nie rozumieją idei dla jakiej powstawały uniwersytety na całym świecie.Ludzie, zrozumcie! Studia mają kształcić, a nie gwarantować pracę. Toż to socjalistyczne myślenie! Od kiedy to niby uniwersytet ma być panaceum na nieróbstwo i brak kreatywności ?
    Nie rozwijając -- świadomie -- tematu dalej, skończę tym czym zacząłem, czyli Lemowską refleksją z jednych historii. Już dożyliśmy -- właśnie uczestniczymy -- czasów, gdzie nie ma już człowieka w żadnej branży, który od podstaw wiedziałby wszystko. Jak kiedyś wspomniany przez autora elektronik (informatyk), budowlaniec, czy psycholog. Nastał zmierzch erudytów i wolności myśli tam, gdzie była ona filarem istnienia, czyli uczelniach wyższych.
    Został tylko system, wprowadzony proces punktowy, który od nastolatka do studenta kieruje jego rzemieślniczą karierą, jako wyrobnika „na potrzeby” świata, firm i instytucji. Tak mi się to spodobało, że wpiszę na swojego bloga.

    Walcz dalej, dziś tak bardzo potrzebna jest refleksja nad każdym tematem. Bo przecież technologicznie robimy już niemal co chcemy, ale nikt nie pyta ile z tego w ogóle powinno być robiony, w jakim celu, bądź co z tego dla nas wynika i o ile niby jesteśmy mądrzejsi niż 2500 lat temu ?

    Kibicuję