Przypadkowy sukces?

Moonopol.pl - Blog roku 2090Sukces, który ponoć jest dziełem przypadku, z przypadkiem ma tylko jedną wspólną rzecz – literę „k” w nazwie. Pędząc w coraz szybszym tempie przez rzeczywistość nikt nie ma czasu zatrzymać się i zastanowić, dlaczego go osiąga lub nie.

Teza, że wystarczy odpowiednio mocno się starać, aby go osiągnąć jest dla wielu równie prawdziwa jak teza o istnieniu życia na Marsie. Jestem przekonany, że w tej tezie jest ukryty błąd i że leży on w jej ogólności. Słysząc „postaraj się bardziej” odbierasz to jako ocenę określającą poziom Twojego zaangażowania. Gdy nie masz planu na to, jaki sukces chcesz osiągnąć, prawdopodobnie go nie osiągniesz. Sukcesem może być wszystko: od wycieczki kolarskiej w Alpach po awans w pracy. Częścią wspólną każdego sukcesu są zaangażowanie, wytrwałość i plan jego osiągnięcia.

W prawie każdy letni poranek, jadąc do pracy obserwuję jak samolot wojskowy CASA wznosi się ponad lotnisko, zatacza kilka łuków i kładzie swoje wielkie cielsko ponownie na pasie startowym. Wtedy myślę o sukcesie, który planuje dowódca, pilot, mechanik, kontroler ruchu. To, co później słyszymy z opinii naszych wojskowych sojuszników to tylko potwierdzenie tych drobnych sukcesów, które w okresie szkolenia osiągali zaangażowani w ćwiczenie żołnierze. O ile w świecie wojskowym ćwiczenia są podstawowym działaniem prowadzącym w dużej mierze do wyrobienia dobrych nawyków (potrzebnych w rzeczywistych sytuacjach stresowych), to w świecie biznesu nie ma takich praktyk.

Rzadko kiedy właściciele firm łączą przygotowanie merytoryczne swoich pracowników z sukcesami, które osiągają. Często też nie zdają sobie sprawy z tego, że wiedza nierozwijana w pracownikach prowadzi do uwsteczniania biznesów. Istnieje w świecie biznesu obawa, że koszt poświęcony na rozwój pracownika się nie zwróci, ponieważ lepiej wykształcony pracownik chce więcej zarabiać, a jego wykształcenie w opinii pracodawcy nie przekłada się na aż takie zyski. Dlatego małe firmy obficie zalewane są niedoświadczonymi „starterami”, którzy w rzeczy samej nabierają samodzielnie doświadczenie i przemieszczają się w miejsca, gdzie mogą się więcej nauczyć.

To duży błąd małych przedsięwzięć, ponieważ prowadzi do zatrzymania ich w dokładnie tym miejscu rozwoju, w którym są. Zdecydowanie lepiej poświęcić ilość i postawić na jakość, budując ją w oparciu o coraz lepszych pracowników rządnych sukcesu merytorycznego i finansowego. Dobrze zmotywowany pracownik jest w stanie wykonać pracę, którą w tym samym czasie wykonuje pięciu niezmotywowanych. Oczywiście nie odnoszę się do przedsięwzięć związanych z pracą, której tajniki można poznać w 15 minut, choć błędy w takiej pracy również można popełnić 😉

Ciągłe ćwiczenie zachowań tak by wprowadzić je w nawyk w biznesie jest dobre dla zagadnień takich jak sprzedaż, prezentacje, prowadzenie projektów – prac powtarzalnych. Do prac, które wymagają kreatywności wymagane są inne ćwiczenia, takie, które tę kreatywność czy analityczne podejście do sprawy będą wprowadzać na coraz wyższe poziomy.

Teza, że wystarczy się mocno starać, aby osiągnąć sukces jest prawdziwa, gdy „mocno starać” będziemy rozumieć jako plan osiągnięcia celu, w którym każdy krok jest przemyślaną reakcją na zmieniające się warunki. W każdym działaniu spotykamy się ze zmianą niezależną od nas a szczególnie z taką, której nie możemy przewidzieć. Nieustanne weryfikowanie celu wraz z pokonywaniem przeszkód wynikających ze zmiany jest jedyną drogą osiągania sukcesu. Nawet jeśli raz bądź wiele razy plany nie wypalą i będzie trzeba je poważnie zweryfikować, świadomość co stoi na ich końcu jest jak latarnia na zburzonym morzu. Więc chwytaj za pagaj i machaj ze mną, ku chwale sukcesu!

  • M

    przepis na sukces: plan, ludzie, lojalni, zaangażowani oraz łut szczęścia:)

  • mg

    Moonie,
    dobrze prawisz.
    Ciekawy temat poruszyłeś. Pozwól dodać kilka uwag.

    W wielu przypadkach brak inwestowania w rozwój pracowników i akceptacja wysokiej rotacji, nawet na ważnych stanowiskach jest świadomym elementem modelu biznesowego. Szczególnie w przypadku start-upów. To jest nawet zrozumiałe i sprawdza się dość dobrze. Gorzej gdy firma osiąga stabilny poziom rozwoju a własciciel dalej nie widzi powodu do inwestowania w pracowników. Wtedy zderza się ze ścianą braku rozwoju firmy.

    Dodatkowo na pewnym etapie pojawia się dylemat czy nie lepiej byłoby zatrudnić specjalistów z zewnatrz zamiast kształcić „swojego” pracownika. Ale to osobny wątek.

    Swego czasu myślałem, że takie myślenie jest cechą polskich firm i manadżerów. Błędnie. Tu jest często podobnie. Niestety lub stety 🙂

    A sukces to dla mnie głównie determinacja.