Niemądre Smartfony

Do niedawna myślałem, że era prawdziwego rozkwitu rynku smartfonów rozpocznie się, gdy zostanie wymyślone jakieś bardziej wydajne ogniwo zasilające pozwalające na pozbycie się nieustannego zerkania na wskaźnik baterii. Ostatnie kilkanaście miesięcy zapewniło mnie, że do tego warunku powinienem dodać jeszcze jeden jakże istotny. Teraz już uważam, że era prawdziwych możliwości smartfonów rozpocznie się dopiero wtedy, gdy oprócz niekończącej się baterii będą również mieć zawsze szybki dostęp do sieci. Co mnie trochę się w duchu rozbawia, ponieważ od razu pojawia się w głowie myśl, że pewnie, gdy te dwa warunki się spełnią to pojawi się kolejny i zawsze będzie jakaś przeszkoda, aby ten rozkwit się rozpoczął.

Jednak jestem właśnie po miesięcznym odwyku od szybkiego dostępu do sieci i jakoś nie mogę się powstrzymać by trochę psów powieszać na pozbawione wyobraźni projektowanie aplikacji mobilnych. Mogę być sobie sam winny, żyłem spokojnie nieświadomy problemu. Ale jeśli już wpadłem pod zimny prysznic wolnego dostępu do sieci, pozwolę sobie opisać moje przemyślenia i doświadczenia z tym związane. Wydaje mi się, że takich jak ja w branży przygotowującej aplikacje dla urządzeń mobilnych na pewno nie brakuje i może moje uwagi pozwolą komuś zrobić coś lepszego.

W 3 tygodnie znienawidziłem wszystkie aplikacje łączące się z siecią na moim telefonie. O nie, nie za to, że mają jakąś słabą funkcjonalność. O nie, nie za to, że nagle stały się jakieś inne. One są takie same! Różnica polega na tym, że one jedynie nie działają! Gdy masz „słabe łącze” wszystko jest tak wolne, że wcześniej wykonywane operacje nie sprawiają Ci przyjemności, w wielu wypadkach mijają się z celem ich wykonywania. Na przykład, gdy uruchomisz aplikację foursquare to musisz wielokrotnie odświeżać listę lokalizacji by dostać jakąkolwiek pozycję do wyboru, a i tak wcale nie jest pewne, że zdjęcie, które zrobiłeś wgra się na serwer. Odświeżenie streamu w aplikacji Facebooka, ale również Google+ jest dosyć ciekawym przeżyciem, oprócz długo wyświetlającej się zblokowanej aplikacji nie możesz liczyć na poprawny wynik operacji. Podobnie jest z powiadomieniami, niby telefon pokazuje Ci, że ktoś coś do Ciebie napisał jednak mija długi czas zanim to zobaczysz w aplikacji. Nawet Twitter opierający się o krótkie tekstowe komunikaty wcale nie działa tak jak powinien. Większość tych smartfonowych aplikacji, dla których warto go mieć nie działa w sposób zbliżony do środowiska szybkiej sieci.

Rozumiem, że mogą się posypać komentarze, w którym będziemy się przekonywać, że przecież one wymagają szybkich transferów. Powiem tak, może wymagają, może nie muszą. To są aplikacje, które mogą mieć swoją logikę, mogą być przygotowane na taką sytuacje. Te problemy wynikają w większości tylko z dosyć frywolnego podejścia do klienta oraz braku wyobraźni. Naprawdę tak trudno wyobrazić sobie w aplikacji wrzucenie czegoś do „chmury” w tle bez blokowania wszystkich funkcjonalności tejże? Naprawdę nie da się w streamie załadować sam tekst, gdy jest za słabe łącze i a całą wrzuconą przez „znajomych” treść wymagającą szybkich łącz zaproponować na życzenie? Naprawdę trzeba ciągnąć wszystko na raz? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!

Rozumiem, że trudno na chwilę zniknąć z obwarowanych 3G szklarni i zobaczyć jak działa Wasza aplikacja w trochę gorszych warunkach, a nawet takich, w których nie ma w ogóle dostępu do sieci. Ale warto to zrobić, bo dzięki temu aplikacja będzie lepsza, dostosowana do realnego świata.  Tego typu myślenie zabezpieczy Was przed wyłożeniem się na łopatki w przypadku, gdy winą niedostępności usług nie będzie słabe łącze klienta. Ten przypadek dobitnie pokazała ostatnia awaria związana z brakiem prądu w serwerowni Amazona. Kilkanaście aplikacji, z których korzystałem nagle stało się bezwartościowym śmieciem. Przeniesienie wszystkiego do chmury wyraźnie pokazuje, że nazwa smartfon powinna wypaść z użytku. Między innymi, dlatego, że wprowadza w błąd. Bez sieci one wcale nie są takie „smart”. A nawet gorzej, bo bez sieci są głupsze niż stara nokia 1610. Paradoksalnie Apple w punkt trafiło w ten typ urządzenia wybierając nazwę iPhone. Coraz częściej mam wrażenie, że całą „mądrość” tego urządzenia ukrywa się w chmurze, która stoi za literką „i” w nazwie. A jak już tak się stanie to wszystkie te urządzenia powinny mieć wygrawerowany tekst na obudowie „bez dostępu do internetu nie działa poprawnie”.

 

  • Mnie najbardziej zabolało to przy aplikacj listonic- do tworzenia list zakupów, Aplikacja oczywiście działa w trybie offline tzn. ręcznie można wprowadzać pozycję, ale bez wprowadzania głosowego (potrzeba połączenia z usługą Google Voice Search) i autokategoryzowaniem wprowadzonych pozycji, dużo wygodniejsza od smartona jest kartka i długopis

  • W czasach smartfonów z prawdziwego zdarzenia, czyli dla biznesu, Palma, Jornady i WM takie rzeczy były nie do pomyślenia, a potem ktoś światu wmówił, że aj coś tam coś tam, to smartfon, a nie konsola do gier i teraz… dodatkowo, pewnie trzeba odwracać ekran, a przecież, jak to mówiłeś, Moonie, nikt nie odwraca 😉
    Tak więc, to, co obecnie obserwujemy, jest schyłkową erą smartfonów, żaden początek.