Nie kupuj Hörmanna! Kup Kubusia!

Gdyby producent napoju dla dzieci Kubuś produkował napędy do bram to kupiłbym go od nich – czyli co sprawia, że wybieramy produkty od firm, których nie znamy a jedynie mamy mgliste pojęcie o ich produktach na podstawie wstępnej analizy otoczenia.

Dzisiaj pozytywnie, bo wiosna – ciepło i wychodzenie z samochodu by otworzyć bramę wiąże się z niekłamanym uśmiechem. Powiem nawet, że ten cykl pisania o firmie, która wyprodukowała bubla i nie ma zamiaru załatwić profesjonalnie sprawy daje mi wiele pociechy, bo w kontraście do Hörmanna, który ukrywa się pod niedziałającymi telefonami i e-mailami zauważam wiele dobrego w innych firmach.

Wiosna przyszła szybkimi krokami, co mi przypomniało o tym, że są osoby, które na letnie występy plażowe postanawiają właśnie zrzucić „bobrowe” sadełko. Są takie osoby, co wybierają specjalne diety nisko-cosiowe. Są takie, które nic nie jedzą licząc, że to, co zima nie pochłonęła samo zejdzie. Pamiętam takiego jednego wysokiego kolegę – który w szale odchudzania przerzucił się jedynie na marchewkowego Kubusia, co pozwoliło mu w miesiąc zrzucić 20 kilogramów. Gdyby nie ta myśl o odchudzaniu kolegi i Kubusiu nie byłoby tego wpisu, ponieważ człowiek w krótkim okresie pamięta tylko te złe rzeczy a dopiero w dłuższym okresie pojawia się pamięć o tych dobrych – a to właśnie całkiem niedawno zaskoczył mnie swoim profesjonalizmem właściciel marki Kubuś.

Kubuś, jako marka od tamtych czasów się bardzo rozwinął, ma prężny dział marketingu a i również świadomy zespół do spraw kontaktu z klientami. Porównanie kompetencji zespołu „Maspex’a” właściciela marki Kubuś, do „tych ludzi” od Hörmanna nie występuje. Ponieważ mam wrażenie, że w Hörmannie nie ma nikogo. Ostatnio Pan ze sklepu Hörmanna w Krakowie szczerze poinformował mnie, że oni tego serwisowego telefonu nie odbierają, bo jest współdzielony z działem inwestycji a oni tam cały czas mają spotkania, więc nie ma, kto odebrać. Ja rozumiem szczerość – do żony, kochanki, rodziny, przyjaciół – ale mówienie klientowi, że ich dział serwisu z założenia nie podnosi słuchawki uważam za przeginanie.

Wracając do przyjemnych rzeczy. Kubuś, bo jego chwalę jest przykładem na świetną obsługę klienta – z przyjemnością opowiem Wam jak działa poprawnie skonstruowany dział marketingu. Otóż jednego zimowego dnia wraz z córką wybrałem się na zakupy (wtedy jeszcze któraś wersja płyty napędu od Hörmanna działała). Jak to bywa z małymi dziewuchami 😉 biegała po całym sklepie a ja łapiąc ją przy okazji wrzucałem rzeczy do koszyka – taka gra znana tylko rodzicom potrafi w kilka dni wyszkolić wszystkie sprawności a na pewno pozwala zapomnieć o jakimkolwiek zażenowaniu. W trakcie pościgów mój drogi potomek rodzaju żeńskiego zatrzymał się przy sześciopaku… nie, całe szczęście Kubusia. Z krzykiem „Tato tu są karty” i zmusiła mnie do zakupu. Jako przykładny ojciec nie mam zamiaru oszczędzać na jej edukacji i widząc, że karty służą do nauki angielskiego nie miałem oporów w wciskaniu do przepełnionego wózka kolejnego zestawu czegoś, co na sto procent nie jest mi w tym momencie potrzebne.  Po powrocie do domu i względnym rozpakowaniu zakupów nastał czas rozpakowania nowego nabytku. Niestety okazało się, że karty służą do nauki angielskiego jednak w nieco uproszczonej wersji tj. na 20 kartach widniał obraz tylko jednej rzeczy, dosyć sugestywnej dla mojej córki. Nie chcąc, aby znała tylko jedno słowo Żelazko – Iron po angielsku zrobiłem zdjęcie i wrzuciłem na Facebooka. Nie na profil blogowy – na mój prywatny. I tu na końcu muszę powiedzieć, że zaskoczył mnie marketing Kubusia. Dziwnym trafem odezwali się do mnie, przeprosili, powiedzieli, że pojawił się błąd w produkcji, że z przyjemnością przyślą poprawną wersję i na wskazany przeze mnie adres moja droga córka otrzymała pierwszy imiennie zaadresowany list, w którym znajdowała się nie jedna a 3 różne talie kart do nauki języka angielskiego.

Ja wiem, że ona o tym nie będzie pamiętać, ja wiem, że to również ja wkrótce zapomnę – do czasu, gdy taki kolejny Hörmann nie wejdzie mi w drogę swoim gburowatym olewaniem klienta.  August Hörmann założyciel firmy przewraca się w grobie, bo gdy mówił „Dobrą markę trzeba sobie wypracować” na pewno nie miał na myśli tego, co robią ze mną pracownicy jego następców.

Nowa płyta sterująca kosztuje około 700 zł, Kubuś kosztuje w promocji 1,29 zł. Za cenę płyty można kupić prawie 540 butelek Kubusia i zakładając, że kuracja mojego kolegi trwała miesiąc a wypijał z 6 butelek dziennie to za nową płytę można by odchudzić o 20 kilo trzy osoby. Myślę, że to dużo lepszy wydatek niż zakup kolejnej płyty sterującej od Hörmanna.

Zobacz również wpis w tym temacie:
Hörmann – jakoś i bublowacenie
Hörmann – klient jest nieważny!

  • A wiesz, że podobno Kubuś jest bardzo w Niemczech popularny? 😉

    • A nie wiem 🙂 A to dobrze! może Hörmann się od nich czegoś nauczy 😉

  • chyba wiem kim jest ten „wysoki kolega” 😉