hipokryzja

Nie jestem dziennikarzem!

Słowa o przemijających wartościach, nowych zasadach i odpowiedniej dla nich jakości.

Tak! Nie jestem dziennikarzem, ani lekarzem, pisarzem, kierowcą rajdowym, piłkarzem, grafikiem czy programistą. Tu mogę nie mieć wartości. Tak jak nie ma jej autor w gazecie, którą bierzecie do ręki, gdy go jeszcze nie znacie, tak jak nieznany jest na boisku nowy narybek i średnio ciekawym programistą jest ktoś, kto właśnie napisał „Hello World!” w pythonie. Całe szczęście mamy ochotę być kimś! I nie takim, kogo ktoś wstawi w szablon docinając odpowiednie przymiotniki, lecz autonomicznymi samodzielnymi oraz cenionymi osobami – taka natura blogera.

Rozcieńczenie jakości

Era Internetu przyniosła całkiem nowe znaczenia, ale również zrównała z ziemią stare wypracowane standardy. Internet wszystko przyjmie i na co dzień przyjmuje to wszystko w terabajtach danych. Najlepiej obrazuje to fakt, że na całkiem małej pamięci przenośnej za maksymalnie 100 zł o wymiarach 1 x 2 cm mogą znaleźć się wszystkie artykuły i wiadomości, które zostały napisane w Onet.pl od początku jego istnienia.

Indeks nowej wyszukiwarki Googla posiada 10 000 terabajtów danych. A wiec z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że stosunek treści wytworzonej przez „profesjonalistów” to promil promili treści wytworzonej przez zbiór osób, które o pisaniu nie ma pojęcia <autoironia>;-)</autoironia>.

Co najciekawsze nierzadko treści pisane przez „nie dziennikarzy” mają większy wpływ na publikę niż te wyszlifowane latami ćwiczenia ortografii, gramatyki itd. Prawdopodobnie ma to związek z przyzwyczajaniem użytkowników do „good enough” i wchodzeniem w inne obszary relacji z czytelnikiem. Osoby piszące w Internecie nie są „magami w wieży z kości słoniowej redakcji x”, lecz zwykłymi ludźmi, których można dotknąć, wyrazić swoją opinię czy też doprowadzić do dyskusji, której efektem będzie nowa wartość.

Wartościowanie w sieci

W sieci istnieje zasada poszukiwania, jakości języka, ale poziom jej akceptacji jest niższy w porównaniu, do jakości języka w prasie czy też telewizji. Dlatego będąc specjalistą w jakiejś dziedzinie np. lotnictwa cywilnego z całą pewnością możesz założyć całkiem często odwiedzany serwis. W Internecie nie występuje pojęcie eksperta, ponieważ z każdego władającego klawiaturą i odpowiednią ilością czasu takiego można zrobić.

Szczególnie nasz waleczny naród do tego się nadaje. Kiedyś potrafiliśmy sami: naprawić silnik malucha, choć uczyli nas biochemii, wymienić kuchenkę gazową, położyć terakotę, zaprojektować dom a i nawet go samemu wybudować. Wielu z nas tę tradycję do dziś pielęgnuje, bo jest publiczne dozwolenie.

Przykład z życia

Dziś trafiłem na stronę w AntyWeb.pl Portalowy mundial, kto najlepiej przygotował się na mistrzostwa? Próbowałem zrozumieć, dlaczego szanujący się bloger zrobił tak uproszczone zestawienie nacechowane dziwnym faworyzowaniem lub brakiem chęci poznania rywalizujących o „podium” serwisów.

Zastanawiałem się gdzie są kryteria dziennikarskie np. szybkość dostarczania informacji, szerokość obejmowania tematyki, jakość treści, dopasowanie do potrzeb użytkownika czy też kryteria biznesowe takie jak wygenerowany ruch, popularność wśród użytkowników, obłożenie reklamami.

Widocznie w ocenach blogerów nie ma to znaczenia a znaczenie ma sam fakt wyrażenia swojego zdania nawet wtedy, gdy w jednym zdaniu (<autoironia>;-) bo sam często tego nadużywam</autoironia>) wielokrotnie złożonym, można napisać, że „nic mi się nie podoba, ale skoro musiałbym wybrać to najbardziej przypadł mi do gustu X z drugiej strony najlepiej prezentujący treści jest Y, który zrobił wszystko by było go widać (Y ma chyba najlepsze treści związane z wydarzeniami Z)„.

I chwała mu za to bo Internet wszystko przyjmie a ludzie to czytający będą mieli okazje poznać kolejną opinię.

Na marginesie

Czasem się zastanawiam jak to wpłynie na kolejne pokolenia i czy czasem nie będziemy się właśnie spotykać z tego typu sytuacjami np. w restauracji będzie napisane w menu: „Specjalność zakładu: Kotlet schabowy a w sumie to może niekoniecznie, bo pierogi z mięsem mamy lepsze, ale tylko we wtorki, bo gotuje pani Zosia rosół i wtedy mamy świeże mięso.”