Monika Piasecka @ Lingapp

Monika Piasecka @ Lingapp

Rozmawiam z Moniką Piasecką o internetowym rynku i poznaję jej opinię dotyczącą LingApp w którym pracuje oraz samego rynku małych przedsiębiorstw. Polecam zapoznać się z jej punktem widzenia.

Monika Piasecka @ Lingapp

Monika Piasecka

Wprowadzała:  marki na rynek, firmę na giełdę i odwrotny porządek pozornie ustalonych rzeczy. Dotąd związana z firmami z branży nowych technologii,  w miesięczniku ekonomicznym  też pisała o innowacjach i Internecie.  Ponieważ woli stawiać ściany zamiast wieszać firanki od dłuższego czasu  zajmuje się produkcją i promocją start up’ów. Studiuje: skończyła dziennikarstwo na Uj, zaczęła filozofię tamże a na WSE odebrała dyplom z wyróżnieniem za brojenie w sieci. Seryjnie monogamiczna, zawsze mocno zaangażowana, ostatnio w platonicznych związkach z Johnem Mayerem, Slavojem Zizkiem i  Androidem.

 

Maciej Maciejowski: Jak oceniasz ten rok z punktu widzenia tego czym się zajmujesz?
Monika Piasecka: Był zdecydowanie jednym z najlepszych, najbardziej płodnych. Aplikacja, którą stworzył Michał Dyrda, a którą miałam przyjemność rozwijać została doceniona i dofinansowana przez inwestorów. Ale co tam kasa, lingapp.com po prostu podoba się użytkownikom i inwestorom. Jest wzorcowym przykładem aplikacji, która rozwiązuje realny problem współczesnego człowieka. Zauważyli to pasjonaci internetu i otrzymaliśmy nagrodę publiczności na Internet Beta. Do tego Maciek Budzich wyróżnił nas w konkursie na najfajnieszy startup, a Antyweb po rzeszowskiej imprezie napisał, że wygrało Manifo, ale publiczność wybrała lepiej 🙂
Poza tym lingapp.com realnie się rozwija. Powiększyliśmy zespół prawie dwukrotnie, jakościowo jednak nie do przecenienia. Za chwile pojawi się plugin do przeglądarek, który pozwoli na tłumaczenie anglojęzycznych stron “right here, right now”. Czasem boję się, co programiści przy wsparciu Michała jeszcze wymyślą. Po prostu boję się, że Google zbyt szybko będzie chciało lingappa wykupić:)

Czy są jakieś rzeczy, sytuacje, które najbardziej Ci się spodobały w 2011 roku?
Monika Piasecka: Branża startupowa dojrzewa. Powoli, ale jest meszek nad górną wargą i zmieniony ton głosu.
Podoba mi się to, że wreszcie uaktywnili się inwestorzy. Powstał wyczekiwany przez wielu fanów Piotrka Wilama Innovation Nest.
Także jego markowa Szkoła Przedsiębiorczości. Piotrek się uaktywnił i zaczął wokół siebie skupiać ludzi, którzy rozpędzają branżę. Bardzo mądrze nawiązał współpracę z Mateuszem Tułeckim. To pozwoli startupowcom nauczyć się biznesowych reguł gry i pudrowania noska, czyli marketingu i public relations.
Sami młodzi przedsiębiorcy chcą dzielić się własnymi doświadczeniami i działają na rzecz wzajemnego wsparcia w ramach społeczności skupionej wokół Hive. W tym miejscu czapka z głów dla Agaty Mazur, zespołu Applicake, Eli Madej i Piotrka Nędzyńskiego, którzy rozruszali na razie krakowskie towarzystwo startupowe.
Te seryjne spotkania i prezentacje pomysłów na biznes, w języku angielskim (z trudem, ale muszę przyznać , że mądrze, bo pozwala na na globalną wymianę pomysłów i kontaktów), są doskonałą platformą na budowanie relacji i tworzenie dobrego biznesu.
Wreszcie, i to także jest Twoja zasługa Maciek, redefiniujemy pojęcie startupu. Nie jest to już jedynie pomysł na internetowy biznes, zaczyna być urealnieniem tego pomysłu, musi mieć coś w sobie, coś, co się zmonetyzuje, przyniesie realny zysk, który pociągnie biznes. Fajnie, że Hive, Twoje wpisy na blogu uczą młodych przedsiębiorców, że trzeba ciężkiej pracy u podstaw, żeby cokolwiek zarobić. Że pomysł to jedno, ale musi się rynkowo potwierdzić.

Czy jest coś co lepiej by się nie wydarzyło w branży?
Monika Piasecka: Nie, jest bardzo dobrze. Jedno, co mnie zastanawia, to ten koniec świata w 2012 roku. Czuję, że przemija postać tego świata. Odchodzą ludzie, którzy gwarantowali ciągłość tego, co znamy. Jobs, Havel, wcześniej Leszek Kołakowski. Teraz wszystko w naszych rękach, w rękach Pokolenia L. L jak leniwi?:)

Co można zmienić w polskim środowisku internetowym, aby projekty lepiej się rozwijały?
Monika Piasecka: Środowisko startupowe jest takie zakiszone samo w sobie, całe, takie jakie jest.
Fermentuje i jeśli pójdzie w wino, to dobrze, gorzej jeśli z braku cukru, czyli kasy i doświadczenia tych, co doświadczeni, pójdzie w ocet.
Myślę jednak, że wystarczy edukacja młodych przedsiębiorców i zastrzyk gotówki. Także wykształcenie w nich realnych kompetencji: budowania zespołu, pozyskiwania funduszy, utrzymania płynności finansowej, tworzenia skutecznych kampanii marketingowych i PRowych.
Wiesz, jest takie dziwne w branży pogardliwe patrzenie na agencje reklamowe i PRowe. Rozumiem, praca u podstaw, marketing skupiony na korzyściach dla klienta. Ale dlaczego startupy nie maja budować swojej marki? Pewnej opowieści, narracji o sobie?
Bardzo ciekawie mówili o tym Dawid Szczepaniak z Pride & Glory, Paweł Tkaczyk, oraz Ty sam Maciek, podczas tegorocznej edycji Internet Beta. To już czas, aby swoje biznesy sprzedawać, a nie uda się to jedynie poprzez pokazywanie funkcjonalności. Rynek internetowy się zagęszcza, więc wyróżnij się albo zgiń. Nawet z najlepszym na świecie produktem.
Sam produkt też trzeba odpowiednio wypozycjonować. Musi on rozwiązywać jakiś problem. Niekoniecznie taki, który realne istnieje, bo problem można stworzyć, ale produkt musi być rozwiązaniem, możliwie kompleksowym, albo dawać radość z korzystania. Najlepiej i jedno i drugie.
Na szczęście z lingapp.com nie miałam tego problemu, zwyczajnie jest doskonały:).

Startuper ewentualnie przedsiębiorca to rola, z której można u nas być dumnym?
Monika Piasecka: Maciek, no weź:) Pojawiasz się na startupowych imprezach i wiesz, że kwitnie (przynajmniej w Krakowie) pewna subkultura startupowców. Ubierają się inaczej, kochają “Sztukę prezentacji” (Steve Jobs jej nie napisał, ale co tam).
Uważam, że bycie startupowcem to synonim wielkiej odwagi i determinacji.
To urzeczywistnienie wiary w siebie, w swoje pomysły, w swój zespół.
Podziwiam startupowców i w nadchodzącym roku chcę do nich dołączyć. Mam kilka fajnych pomysłów.
Poza tym startupowcy z reguły są całkiem przystojni, hmmmm.

Jak wyobrażasz sobie przyszły rok w Twoich projektach, co chcesz osiągnąć?
Monika Piasecka: Lingapp.com rozwija się w sposób kontrolowany, dynamiczny i przemyślany. Będzie debiutować na zagranicznych rynkach, trzymajcie więc kciuki. Osobiście – chcę stworzyć internetową kampanię na rzecz uświadamiania seksualnego młodzieży, opartą głównie na grach. Kto dołącza?

Jakieś rady dla energicznych szukających wyzwań w budowaniu swojego internetowego biznesu?
Monika Piasecka: Myślę, że warto uczyć się na błędach innych. Przyzwyczailiśmy sie do wałkowania w kółko na przeróżnych konferencjach historii sukcesu a tak naprawdę najwięcej nauczyć się można na porażkach i potknięciach. Po co bawić się w sapera, sporo ktoś inny już wysadził się na biznesowych minach, o których istnieniu nie dowiedzielibyśmy się w żaden inny sposób.
Polecam też gorąco intensywne uprawianie networkingu. Wymiana doświadczeń, ciekawi ludzie i kontakty, które kiedyś mogą się przydać to dla młodego przedsiębiorcy spory kapitał.
I uwaga, bo coś niesamowitego się dzieje z programistami. Wszyscy, przynajmniej w Krakowie, poznikali. Więc szukajcie i zaklepujcie ich sobie już w liceach.

Dziękuje bardzo za rozmowę.

Skoro już przeczytałeś/aś to co Monika Piasecka powiedziała to zapraszam również do zapoznania się z tym co myślą inne osoby z branży. Wszystko znajdziesz w sekcji wywiady.

  • Super, zgadzam się co do joty 🙂

    Może poza tą „pogardą dla agencji reklamowych”. Faktycznie, promować trzeba się umieć, ale większość polskich agencji zasłużyła sobie na taki a nie inny wizerunek.

    Konkretny przykład -- poważna agencja przy okazji budowania serwisu internetowego za kilkadziesiąt tys. zł nie poinformuje klienta o takim czymś jak Google Analytics i o tym, że ten ruch+konwersję wypadałoby śledzić… Podobnie z A/B testingiem.

    Po drugie, wciskanie klientom liczb, które są nieprawdziwe (Megapanel? Kupowanie ruchu na stronach www?). No i fakt, że tylu lat trzeba było, aby w końcu zrozumiano, że reklamy z automatycznie włączającym się dźwiękiem nie są fajnym pomysłem.

    No i hit 2011 roku, „aplikacje mobilne”. Klient chce apkę, to robimy apkę. Nie wnikamy czy apka osiągnie efekt, który jest oczekiwany i czy faktycznie apka jest klientowi potrzebna. Robimy to, co klient chce, a nie to, czego potrzebuje.

    Marketing jest ważny, umiejętność zaprezentowania się też (i fajnie, że w 2011 polskie startupy to chyba w koncu zrozumiały). Ale branży w której dbanie o sukces klienta jest wyjątkiem a nie regułą, szacunkiem darzyć nie będę.

    Oczywiście nie mówię o wszystkich, jest kilka białych owiec 🙂