Tagi: | | | | |
  • Magda Zarych

    > Nawet nie pomyślałem, że w zasadzie mogłoby się coś zdarzyć, > co zmusiłoby mnie do oddania tego biletu.

    Za to PKP pomyślało o wszystkich ewentualnych konsekwencjach :) Ich wyjaśnienia są sensowne, pracują nad rozwojem i to jest najważniejsze.

  • http://www.helaq.net.pl Krzysiek

    Sensowne tylko na pierwszy rzut oka. Typowo biurokratyczny numer: 99% przepisów i wymagań wydaje się sensowna i logiczna. I tak jest, jeśli przyjmie się odpowiedni punkt wyjścia, można go nazwać „warunkami wyjściowymi” tych wymogów. Niestety, jeśli spojrzeć na takie zagadnienie całkiem z boku, to zazwyczaj traci ono większość tego sensu. Tak jest właśnie w przypadku powyżej opisanym -- wszystko wydaje się logiczne i sensowne, ale tylko do momentu, w którym zadamy sobie pytanie podstawowe: po co ktoś w ogóle wymyślił systemy mobilne i po kiego grzyba umożliwiają zakup biletu on-line kwadrans przed odjazdem pociągu, skoro jest to logicznie sprzeczne z ich własnymi wymogami. I w tym momencie okazuje się to po prostu kolejnym biurokratyczny m idiotyzmem.

    Przyszedł mi do głowy jeszcze kontrprzykład: dokładnie TYCH SAMYCH argumentów mogliby użyć przewoźnicy miejscy w dużych miastach, a jednak honoruje się w nich bilety sms-owe, czy wyświetlane na ekranach smartfonów.

    Nie cierpię PKP i wszystkich odnóg, spółek córek etc. Są niereformowalni jak Poczta Polska.

  • http://www.plutecki.net Łukasz Plutecki

    Ja mam mieszane uczucia. Znacie jakiś przykład z EU, USA itp?

    Z jednej strony jest to bezsensowne ograniczenie, z drugiej niby mają racje że jest to wymagane przez regulamin.

    Chociaż zdaje mi sie, że wystarczyłby druk reklamacji na którym konduktor wpisywałby nr. biletu z netu a podstawą rozpatrzenia reklamacji byłoby wydrukowanie i dołączenie do druku reklamacji biletu internetowego (to już zawsze można zrobić później).

    Pytania istotne -- czy rzeczywiście jest problem ze zczytywaniem kodów kreskowych, czy i jak wolniejszy byłby obchód konduktora gdyby musiał czekać na ludzi którzy włączają komputery (albo Panie ja mam ale zgasł mi akumulator -- możemy się iść podłączyć?).

  • Boguś Juza

    Odczyt z ekranów byłby dla konduktora bardzo niepraktyczny i kłopotliwy:
    1. Mam bilet, tylko laptop nie działa -- siadła bateria, wywaliły się Windowsy,
    bardzo długo startują (Pan wróci za kwadrans, one tak zawsze)…
    2. Aby pokazać bilet, muszę się zalogować do PKP -- macie tu jakiś
    Internet przez WiFi?
    3. Istnieje spore ryzyko, że podczas sprawdzania biletu urządzenie zostanie uszkodzone. Wyobraźmy to sobie w praktyce -- wchodzi konduktor do przedziału, staje w drzwiach i prosi o bilety. Wszyscy wyciągają laptopy, spore zamieszanie, po chwili każdy ma na ekranie swój bilet. I co -- konduktor ma brać w łapki każdego laptopa i przykładać do skanera czy przeciskać się przez cały przedział, by to właściciel trzymał laptopa podczas skanowania? A może każdy klient ma z tym laptopem wstać i podejść do konduktora? Jak często podczas tej operacji zdarzą się potrącenia, zarysowania czy upuszczenie laptopa? Czy skaner złapie z daleka, czy trzeba go przycisnąć do ekranu? A jak się ekran uszkodzi przy takim skanowaniu?
    Za każdym razem klient będzie składał skargę do PKP i w sporej części przypadków może mieć prawną rację. Pozostaje chyba tylko głosowe odczytanie kodu przez klienta i wklepanie go własną klawiaturką przez konduktora…

  • http://www.helaq.net.pl Krzysiek

    1. Niedziałający laptop czy telefon to problem pasażera, a nie konduktora. Jeśli masz za słaby akumulator, zdycha Ci telefon, albo z jakiejś innej przyczyny nie możesz okazać biletu, to Twój problem. Nie możesz pokazać = nie masz biletu. Jako pasażer powinieneś mieć możliwość okazania kupionego przez internet biletu w dowolnej postaci, aby tylko była ona do odczytania przez skaner. To wszystko.

    2. Ale kto mówi o korzystaniu z sieci, wifi etc? Przecież bilet możesz mieć np. w pdf.

  • mieczys

    Po horrorze ostatniej podróży liniami PKP, związanym głównie z odszukaniem peronu 6 na dworcu we Wrocławiu, z kupnem biletu na dworcu tymczasowym we Wrocławiu. Co ja mówię ? Z dotarciem na dworzec tymczasowy, bo już tu się zaczyna droga przez mękę. Kupno biletu papierowego generalnie jest położone na wszystkich dworcach w Polsce. Mogę tylko powiedzieć, że kupić bilet na jakikolwiek bilet kolejowy bez bluzgania (oczywiście po cichu i dla utrzymania swojej równowagi ) się NIE DA. Na marginesie dodam, że stanie w kolejce nie tylko na dworcu tymczasowym we Wrocławiu i obserwowanie, wąchanie odoru, ocieranie się o kompletnie upitych (denaturatem nie alkoholem) meneli jest na stałe wpisane w proces zakupu biletu papierowego. Nie posądzam, żeby to były kolejowe „ekipy demotywacyjne”. Można u konduktora, ale tu się płaci frycowe za „niestanie w kolejce do kasy” i karta płatnicza na nic. No może tylko w Warszawie, gdzie obowiązują bilety MZK kupione w kiosku z gazetami. (Można ? -- można). Bilet internetowy jest to jedyne rozwiązanie dla PKP. Mogą „tanie” linie lotnicze, może i kolej. Sposobów rozwiązań zakupu jest ze 100 tysięcy. Dlaczego przez telefon komórkowy nie można kupić biletu? PKP musi jednak zmienić swoją mentalność i nie wychodzić z założenia, że każdy pasażer to „przestępca” i tylko czeka aby oszukać. Kolej dysponuje biurem d/s przejazdów bezbiletowych. Są dobrzy i konsekwentni. Proponuję zmienić nazwę na „biuro d/s sprzedaży biletów drogą elektroniczną”(w tym sms-em przez komórkę), konduktorzy mają te swoje (ja to nazywam -- patelnie) czytniki elektroniczne. Dlaczego takie biuro nie może tworzyć bazy pasażerów, którzy wykupili bilety drogą elektroniczną, a konduktor tylko sprawdza i DRUKUJE. Panie, które teraz patrzą z przeszklonych okienek kas biletowych, mogłyby przyjmować zamówienia drogą elektroniczną. Ktoś powie, że nie wszyscy potrafią, nie wszyscy mogą. No to są jeszcze konduktorzy, którzy mogą i potrafią, sprzedać bilet w pociągu. Pozostają sprawy finansowe. Powinna obowiązywać zasada -- „jedź, zapłać, a jak nie zapłacisz to my cię znajdziemy i zapłacisz”. Teraz obowiązuje zasada -- „zapłać, może pojedziesz, a jak nie pojedziesz to twoja strata”.
    Podsumowując, chcę stwierdzić, że wprowadzenie sprzedaży elektronicznej na wszystkich liniach kolejowych obecnie nie powinno stwarzać większych problemów nawet liniom kolejowym. Tym horrorom kolejowym trzeba powiedzieć naprawdę dosyć.

  • Paweł

    No szacun dla tej tęgiej głowy z IC, która urodziła w bólach tę odpowiedź. Jako koronne argumentu podane są paragrafy z WŁASNEGO regulaminu tej spółki:
    „Regulaminu e-IC”. To nie ustawa, czy zewnętrze uregulowania… ale ich własny regulamin. Skora ta Ci wybitni specjaliście ten regulamin opracowali, to co stoi na przeszkodzie,m aby go zmienić.

    Niestety, pokolenie pracowników spółek kolejowych, które pamięta jeszcze czasy PKP musi WYMRZEĆ żeby na kolei działo się dobrze.

  • Piotr Dlugi

    Dziś miałem bilet w PDF…. i byłem ciekawy czy to wystarczy. W zanadrzu miałem też wydruk :-)   Miła Pani konduktor zmierzyła się z problemem… Czytnik niestety nie zadziałał (nie chciał odczytać kodu z monitora), ale przy drukowaniu biletu generowane są kody, które po wpisaniu do ich terminala, odczytywały bilet. Zadziałało bez problemu i wydruk nie był potrzebny :-)

  • Wojtek E.

    No i już oficalnie ogłoszone, że nie trzeba drukować biletów. Rewolucja (ewolucyjnie) nadeszła. :-)
    http://serwisy.gazetaprawna.pl/transport/artykuly/610384,bilet-pkp-intercity-w-komorce-tablecie-i-laptopie.html

    Czyli problemy były do przeskoczenia. Jak się nie da zeskanować QR kodu, to się wpisze go ręcznie -- jak pisze tu w komentarzach Piotr Dlugi. Ponieważ mają chyba wydruk listy pasażerów, a bilety są kupione imiennie, to mogliby też tak naprawdę sprawdzić listę z dowodem osobistym.

    Ciekawy jestem tylko co z wykonywaniem adnotacji na bilecie, że np. pociąg się spóźnił… Czy klient przy takim bilecie rezygnuje z tych praw, czy takie informacje są wtedy pisane na osobnym kawałku papieru.