Google

Google vs. Konkurencja

Czy zastanawiałeś się kiedyś kto i dlaczego jest konkurencją dla Google? Czy na myśl przychodziły Ci jedynie oczywistości takie jak Microsoft, Apple czy Facebook? Ok, ale czy to wszyscy? Nie i spróbuje przeprowadzić Cię przez świat ekspansji jednego z najbardziej zwinnych biznesów ostatniego dziesięciolecia.

Google

Początki Google

Gdy panowie Sergiej i Larry zaczynali swój biznes postawili sobie za cel poukładanie świata informacji tak aby zdobywanie jej było proste oraz wiązało się z otrzymywaniem najlepiej dopasowanej listy z odpowiedziami na zadane pytanie. To magiczny algorytm zawładnął tym procesem, który okazał się precyzyjną odpowiedzią na potrzeby użytkowników. Internet startującego Google’a nie był przeraźliwie wielki, za to był całkowicie zabagniony. Na tym bałaganie żerowały „Portale”, który rękami właścicieli witryn i treści katalogowały zbiory w drzewiastej hierarchii.  Ci, którzy z tych katalogów korzystali wiedzieli jak uciążliwy proces zachodził w sytuacji gdy cokolwiek chcieli odnaleźć. W tych czasach HotBot, Altavista, InfoSeek i parę innych pomagały skupić się na poszukiwaniu jednak algorytmy analizujące „adekwatność” treści do zapytania nie były w stanie w 50 wyników zmieścić pasujących odpowiedzi. Google zmiótł z ziemi tamtą konkurencję i doprowadził do hegemonii w świecie wyszukiwarek. Biedaczki potraciły grunt pod nogami nie dlatego, że nie potrafiły się odnaleźć a dlatego, że zamiast rywalizować na gruncie algorytmu wybrały łatwiejszą drogę przemiany w „Portale”. Łatwiejszą lecz niestety ślepą uliczkę.

Zarabianie na wynikach

W czasie pochłaniania ruchu konkurencji Google dobrze odczytując kolejną potrzebę użytkowników postanowił uruchomić na wynikach wyszukiwania reklamy, które za pomocą kolejnego algorytmu pojawiały się dopasowując do odpowiednich zapytań. Reklamy te nie były kopią aktualnych na tamte czasy banerów 468×60 a protoplastą tego co dziś nazywamy AdWords. Tak właśnie Google wkroczył na rynek poważnych pieniędzy budowanych na ciągle rosnącym wolumenie ruchu. Do dziś jest to kluczowy przychód firmy. Oczywiście z czasem tekstowe reklamy wyskoczyły z domeny google.com i zaczęły się prezentować na stronach stowarzyszonych podmiotów. Co doprowadziło do ocieplenia uczuć pomiędzy wydawcami zwracając im część kosztów jakie ponosili dystrybuując treść. W tym momencie historii Google’a konkurencja była już pokaźna. Duże podmioty internetowe takie jak Yahoo poczuły, że zmienia się rynek. Wraz z rozkwitem małych podmiotów reklama w Google’a była wielokrotnie skuteczniejsza i bardziej dostępna niż ta w sieciach reklamowych i u dużych podmiotów. Olbrzymia ilość małych budżetów przesuwała się w miejsce gdzie prosty system pozwalał na szybkie zdefiniowanie potrzeb i zaciągnięcie użytkownika do swojego serwisu.

Mam kasę! Na co ją wydać?

Kluczowym biznesem Google jest i jeszcze chwilę będzie wyszukiwarka, jednak gdy w banku piętrzą się stosy pieniędzy, lepiej nie pokazywać inwestorom, że nie ma się pomysłu na wyjście na wyższy poziom. W co więc zainwestować? Na to pytanie jest prosta odpowiedź, szczególnie gdy wiesz co powoduje zarobek w Google. A… przecież mówiłem wyszukiwanie i pozostawianie czasu użytkowników w obszarze witryn Google lub tych które są stowarzyszone. Google postanowił poszerzać ofertę produktów dla użytkownika o kolejne czasopochłaniacze Gmail, Blogger, Youtube, Picassa, Mapy, Earth itd. Te produkty pozornie deficytowe zapewniają, że użytkownik jest gdzieś w miarę blisko i zawsze można do niego trafić. A czas spędzany z możliwością dostępu do jego zachowań i potrzeb to kluczowa wartość w świecie reklamy. Świat ten również stał się przedmiotem zmiany za sprawą GOOGLE. Bo tu w bardzo krótkim czasie model klient-pośrednik-pośrednik-pośrednik-wydawca-klient nagle zamienił się w świat klient-google-klient. Gdy prześledzisz zakupy Google na rynku reklamowym zauważysz, że oto jest jedyny taki podmiot, który może przy użyciu własnych technologii zaplanować dotarcie i dostarczenie odpowiednich użytkowników zamawiającemu usługę. Google stworzył świat gdzie przestaje się liczyć wydawca a zaczyna się liczyć tylko zamawiający i precyzyjnie wybrany klient zamawiającego. Tak to właśnie wydawcy treści przestają być konkurencją Google’a i stają się tylko powierzchnią (tanią lub drogą) walczącą o potrzebnych aktualnie na rynku użytkowników. Wystarczy tylko poczekać a Google będzie na aukcjach kupował od wydawców powierzchnie na miliony PV. Kilka podmiotów z „Portali” jeszcze walczy współpracując z konkurencją Googla ale to nie jest prosta gra.

Rozwój nowymi drogami

Jak utrzymać ciągły wzrost użytkowników bez budowania nowych usług? Jak utrzymywać nieustanne zaangażowanie na swoich usługach? To nie jest proste, jest jednak droga którą można spełnić tą potrzebę. Można stanąć pomiędzy użytkownikiem a dowolnym innym produktem w internecie, lub podłączyć się pod potrzebę użytkowników z całkiem innego rynku. Tak właśnie pojawił się Chrome, Android i ChromeOS, Google Apps, Google TV nie zapominając o kawałku doinstalowanym do różnych przeglądarek o nazwie Google Toolbar którego lubię zwać protoplastą tej drogi. Wybranie jej doprowadziło Google do mocniejszej rywalizacji z wspomnianymi Apple, Microsoftem ale też z innymi potentatami z rynku IT.

Microsoft odpowiedział na atak swoją wyszukiwarką Bing oraz Windows Live Apps, Office Live Apps i szeregiem zmian w dotychczasowych konkurencyjnych produktach i systemach (IE, Windows 7/8) oraz współpracą z Facebookiem i Twitterem. Apple posiada zestaw produktów konkurencyjnych jednak najmocniej rywalizuje z Googlem na rynku mobilnym z swoim iPhone, iTunes, Mobilnymi reklamami oraz sklepem z aplikacjami. Posiada również konkurencyjną przeglądarkę Safarii. Ostatnio skróciło drogę pomiędzy wiedzą a użytkownikiem prezentując Siri w iPhone 4S.

Posiadanie użytkownika swojego systemu daje dużo większe możliwości, które można wykorzystać do polepszenia wcześniejszych produktów. Już dziś algorytm wyszukiwarki bierze pod uwagę wiedzę zdobytą przez końcówki użytkowników a nie jak wcześniej jedynie na podstawie działalności indeksera stron. Dzięki tym rozwiązaniom indeks może stać się jeszcze bardziej precyzyjny i w zależności od miejsca poszukiwania i przedmiotu dostarczać bezbłędne wyniki. Wie o tym Google i wie również Microsoft.

Amazon, Facebook, Twitter

Gdy na rynku wybuchła bomba Facebooka nikt nie spodziewał się, że może to uderzyć w Googla. Ludzie zaczęli katalogować i umieszczać treść w niedostępnej dla Googla nieustannie rosnącej bazie. Pełna linków, tekstów, opisów, rozwiązań stała się alternatywą do wyszukiwarki.  Dzień w dzień ludzie po treść i rekomendację przychodzą do Facebooka zaczynają korzystać z niej poprzez wyszukiwarkę, która nie należy do rodziny Googla. Miliony ludzi spędza czas w obszarze niedostępnym dla reklam Googla. Odpowiedzią na zdobywanie zaangażowania użytkownika i rekomendacji treści jest +1 i Google+.

Jeszcze ciekawiej ma się sytuacja z Amazonem, który stworzył platformę sklepową w której znajdziesz wszystko jest miejscem do którego zaglądają miliony użytkowników, jest też miejscem mocnego i stałego rozwoju technologii wspomagających inne podmioty. System Prime (za abonament roczny 78$ Amazon gwarantuje, że każdy produkt kupiony w Amazon dostarczy za darmo w ciągu 2 dni) jest bardzo niebezpieczny dla Google bo użytkownicy wykupujący ten pakiet najpierw będą sprawdzać dostępność produktu w Amazon zanim zapytają o to Google. Amazon również jest mocnym graczem na rynku rozwiązań w chmurze z swoim rozwijanym od 2006 roku Amazon EC2 (Elastic Computing Cloud) rywalizując z rozwiązaniami Google.

Co w przyszłości Google?

Kolejne drogi prowadzą do jeszcze większych rynków produktów bliskich użytkownikowi, już widać jaskółki związane z atakiem na rynek TV (chwilowo nieudane, ale wszystko można ulepszyć). Warto pomyśleć co w ciągu dnia zajmuje nasz czas i zastanówić się jak technologia może zamienić ten czas na czas spędzony w okolicach Google? Samochody, samoloty, pociągi, kasy w sklepach, komunikacja, windy, dostęp do internetu, telewizja, radio, spotkania, restauracje, kino i można tak wymieniać. Ale zanim zaczniesz zobacz na dzisiejszą listę produktów od Google a to tylko początek.

  • Moon, o tym jaką Google przygotowuje odpowiedź dla Amazon możesz dowiedzieć się tu http://goo.gl/z53xy. Jest też inicjatywa Google Trusted Stores.

  • Tomek,
    Tak czytałem o tym jedyna różnica jednak moim zdaniem kluczowa polega na tym, że Prime Amazona wysyła produkty z magazynów Amazona (wysyła swoje produkty) i to jest gwarancją wykonania poprawnie usługi w 2 dni. Google chce w danych rejonach wysyłać w jeden dzień jednak bazując na magazynach sprzedawców więc jakość usługi nie opiera się o profesjonalizm Googla tylko na firmach sprzedających a tu w związku z tym mogą (i pewnie się tak będzie) pojawić się problemy :-/

  • Tolu

    Warto dodać do tego tekstu jeszcze jedno spostrzeżenie, trochę na marginesie tego co Moon napisałeś -- myślę o firmach i produktach, które szybko „wstrzeliwując” się w nowe trendy walki między Googlem, Mircosoftem i Facebookiem, stają się niepostrzeżenie liderami (lub jednym z liderów) w swoim sektorze.
    Przykładem na to jest producent gier Zynga, który poprzez Facebook, z małej firemki stał się znaczącym producentem, na którego zakup jest wielu chętnych.
    Takie wyczucie trendów i sprawne przygotowanie produktów jest wielką szansą na zdobycie użytkowników, inwestorów a także wielu miliardów dolarów.

    • Tak, często później się okazuje, że Google nagle dogaduje się z tymi firmami i umieszcza się w obszarze czasu jaki generują 😉