Generacja Google It

Gdy jeszcze nie skończono rozmów na temat generacji Neostrady pojawił się całkiem nowy gatunek ludzi. Mają odpowiedź na wszystko i święcie w tą odpowiedź wierzą. Za małymi plecami ich intelektu siedzi potężny pająk ze skrybą na tułowiu z wytatuowanym napisem Google.

To będzie emocjonalny wpis, bo naprawdę smucę się tym faktem strasznie. Odczuwam, że świetne narzędzie zdobywania wiedzy zamiast tą wiedzę poszerzać doprowadza do tego, że ją zastępuje. Miałem ostatnio nieprzyjemność poszukiwać wiedzy na temat pewnych objawów zdrowotnych. A, że deczko jestem hipochondrykiem czytając wyniki z Googla o mało, co nie padłem na zawał. Zakres chorób, które produkowały takie objawy w Internecie jest tak szeroki, że jedna strona wyników Googla udowodniła mi, że powinienem już 7 razy zejść na raka, zawał serca, wylew do mózgu, mieć uszkodzoną wątrobę, nerki, jelita, płuca i tu mógłbym wymieniać do świtu jeszcze elementy składowe mojego ciała.

Gdy na to patrzyłem to po 5 minutach lekkiego podenerwowania uświadomiłem sobie, skąd w ustach wielu osób, z którymi rozmawiam poza siecią pojawiają się kosmiczne tezy i odjechane dowody.  Teraz wiem, że to wszystko wygooglowują. I jakimś losowym trafem przywiązują wyniki wyszukiwania z tym, o co pytali. I robią to tak nagminnie, że nawet czasami zastanawiam się czy nie powinni najpierw wpisywać zapytanie o to jak najlepiej wpisywać zapytania. Google służy dziś do wszystkiego. Choć ludzie najczęściej wykorzystują go do sprawdzania poprawności wpisanych słów to trend wpisywania całych zdań (smoltoking z wyszukiwarką) jest od wielu lat widoczny. Bo przecież prościej jest napisać „Gdzie kupić tani dysk ssd w Krakowie?” niż „dysk ssd Kraków cena”. Wynik pierwszego to z reguły wypowiedź jakiegoś człowieka w jakimś miejscu w sieci niosąca za sobą intencjonalną odpowiedź. Kto to zrobił nie wiemy, może to właśnie któryś z handlowców zareklamował, że ma tanie dyski, ale trudno być pewnym. Zdanie należy wrobić sobie samemu a nie polegać na wynikach zapytania do wyszukiwarki.

Czy jest prawdziwa? Może, była na dzień, gdy ktoś ją pisał. Google przechowuje historię naszych sieciowych wypowiedzi i często okazuje się, że odpowiedzi są nieaktualne, nieprawdziwe i totalnie prowadzące w ślepe zaułki. Mam wrażenie, że coraz mniej ludzi potrafi dobrze zapytać o wyniki a skoro mam takie wrażenie oraz widzę, że coraz mniej osób myśli samodzielnie i polega na wynikach z Googla to jestem przerażony.

Boję się, co będzie, gdy jakiś lekarz domowy zacznie leczyć ludzi na podstawie zapytania do Googla np. „jaką dawkę lekarstwa x podać osobie z objawami y,z,f”. Czasem chce mi się krzyczeć! Opamiętajcie się! Zacznijcie myśleć! Google i nikt inny za Was tego nie zrobi! Ja pierd***!