Definicja podstawowych pojęć MJM

Czyli komentarz do wypowiedzi Marka Jerzego Minakowskiego.

Wszyscy zauważamy nagonkę na media Internetowe, udowadnianie co jest bezpieczne a co nie jest. Oraz straszenie ludzi wykradaniem linii papilarnych czy też znajomości. Wielkimi literami media piszą o tragedii utraty wolności czy też masowym naruszaniu prywatności. Z drugiej strony pojawiają się opinie skrajnie wychylone w drugą stronę i opowiadające o bardzo dużym bezpieczeństwie i wielkiej wolności w Internecie.

„Wolność prasy”

W rozdziale „Wolność prasy” Marek głosi opinię, że „prasa” za czasów I poprawki do konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej z 1791 roku podobna była do aktualnych mediów społecznościowych. Obawiam się, ze tego typu porównanie nie ma racji bytu z kilku powodów:

  1. Skoro prasa była lokalna, ekskluzywna, trafiała tylko do wybranych to jak ma się to do publicznie dostępnych w sieci wypowiedzi, które trafiają do znajomych moich znajomych (a to już dzienny nakład aktualnych gazet)?
  2. Jak produkowana w tamtym procesie prasa mogła dynamicznie zmieniać się na podstawie opinii społeczności, skoro bariera wejścia w ten biznes była bardzo duża?
  3. Jakie treści zawierała gazeta w 1791 roku? Do kogo i po co były tworzone?
  4. Czy było dostępne archiwum? Czy komentowali je czytelnicy?

Mógłbym wskazywać różnice pomiędzy soc-mediami a tamtejszą prasą jeszcze długo. Ale nie to chcę wskazać. Pisząc ten komentarz wykorzystuje prawdziwe soc-media, mogę do woli wypowiadać opinie o tym co Marek napisał i choć Marek mnie zna (i mógłby w ciemnym zaułku zdybać mnie i podbić mi oko lub odszukać mój dom i wybić mi okno), wielu z jego czytelników oraz czytelników tego co napisałem wcale mnie nie zna i nie ma wpływu na mnie.

„Tajemnica korespondencji”

O ile swego rodzaju uproszenie Marka w rozdziale „Wolność prasy” jestem w stanie próbować bronić to porównywanie listonosza, czy sortownika listów do elektronicznych systemów pocztowych, baz danych czy logów systemowych uważam za grube nadużycie. Zgodnie z tym co zostało napisane listonosz ma średnią ochotę czas i możliwość wertowania listów i ich zawartości w dowolnych celach. Jednakże firmy posiadające łącza, serwery czy dane używane do komunikacji mogą w prosty sposób te dane przetwarzać np. na życzenie władz. Czy słyszeliście o projekcie SIGINT czy COMINT? To nie jest otwieranie miliona listów za pomocą delikatnych dłoni listonosza to są porządne algorytmy, które otwierają miliony e-maili w kilka minut i wyciągają wnioski. I nie mówię o tym, żeby kogoś straszyć czy wzbudzać panikę, trzeba mieć świadomość, że choć komercyjne firmy unikają naruszania tajemnicy korespondencji to już w konfrontacji z policją, prokuraturą czy specjalnymi służbami (np. CIA, FBI, DEA) muszą iść pod rękę.

„Swobodna ekspresja uczuć”

Z mojego doświadczenia wiem, że Internet dostarcza tylko pozory anonimowości (tj. jeśli nie używa się anonymizerów lub TOR’a). Dlatego też pewnie pozory anonimowości na meczach piłkarskich nie przeszkadzają w prowadzeniu burd czy wandalizmu. Zawsze jednak pojawiają się smutne miny gdy np. nagranie pokazuje czyn niedozwolony i trzeba za to odpowiedzieć. Używając Internetu wystarczy wiedzieć, że żeby działał wymaga unikalności a jeśli jest unikalność nic się nie ukryje.

„Podsumowanie”

Dlatego, że Internet jest tak wielkim bytem jest ciągle w stanie nierównowagi i nikt nie potrafi go ustabilizować. Sił, które są w nim nie da się kontrolować (ataki hackerów DOS na różne instytucje to potwierdzają niejednokrotnie).

„Podsumowanie v.2”

Zgadzam się z Markiem, że nie ma takiej siły, która prawnie, technologicznie czy „magicznie” jest w stanie sterować procesami zachodzącymi w Internecie. Dlatego nie powinno się na siłę próbować opanowywać nieopanowane bo zemści się ograniczeniem wolności obywatelskich i pewnie wpłynie na pojawienie się „czarnego rynku”, z którego wcześniej czy później wszyscy będą korzystać.