co-founder

Co-Founder – krew, pot i łzy

Nie ukrywam, że jestem w trakcie szukania osoby, która swoją wiedzą i zaangażowaniem wpłynie na to jak będzie się rozwijał produkt ustorm.me. Nie ukrywam też, że nie jest to łatwe zadanie. Coraz częściej myślę, że raczej nie uda mi się znaleźć co-foundera. Próbując wierzyć w to, że się może jednak znajdzie się ktoś taki, rozmyślałem jak się do tego przygotować.  Dziś wiem, że to poszukiwanie jest naprawdę super-super-super trudne.

Ale żeby do takiej myśli dotrzeć musiało minąć trochę czasu. Na początku wydawało mi się, że proces  poszukiwania będzie prosty. Zwykle ludzie myślą „przecież daje coś od siebie, bo taki jestem zajebisty to na rynku jest stado ludzi, którzy na skinienie ręką wpadają drzwiami i oknami”. Proces zanim się zmaterializował w działaniach zaczął się wiercić w mojej głowie i nie dawał mi spokoju. Spędziłem wiele dni na rozmyślaniu i zadawaniu sobie fundamentalnych pytań: „Po co go/ją potrzebuje? Co wniesie? Jak będę z tą osobą pracować? Na co będzie mieć wpływ? Jaka to ma być osoba? Czy ma dzielić wspólne pasje ze mną? Kim ma być ta osoba?”

I wiecie co? Coraz częściej czuje, że szukanie co-foundera jest podobne do szukania kogoś do związku partnerskiego (jeśli coś takiego jak szukanie osoby do związku istnieje – tu mam pewne wątpliwości).  A jeśli tak jest to uważam, że w poszukiwaniu współzałożyciela nie są potrzebne oceny kompetencji danej osoby, jego zdolność do wykonywania zadań i podporządkowania się celowi. Wierzę, że liczy się zdecydowanie coś innego. Coś czego ludzie nawet w tworzeniu tych partnerskich związków często nie rozumieją.

Ważne jest to co się z Wami dzieje gdy pojawia się problem, gdy jest kryzys, gdy nic się nie udaje. Ważne jest to jak rozwiązujecie problemy. Ważne jak się wspieracie. Istotne jest jak mocno Wam brakuje wspólnej pracy, kontaktów. Jak bardzo cieszycie się na wspólną pracę. Jak mocno czujecie, że wspólnie się Wam powiedzie. Nie małe znaczenie ma również odpowiedź na pytanie czy wierzymy, że ta osoba chce osiągnąć razem z Tobą sukces. Czy jej ufamy, że nie opuści nas w najgorszych momentach. Czy jesteśmy pewni, że nie wystawi Cię do wiatru gdy będzie mieć taką szanse.

Pytanie jakie sobie zadaje to czy jest taka opcja, żeby to sprawdzić na początku związku? Czy to nie jest tak, że musicie trochę ze sobą „pochodzić”? Dać sobie szanse na zaufanie? Bo to mocny dylemat i wielkie wyzwanie dać innej osobie swoje dziecko do wspólnego wychowywania tak po kilku rozmowach przez internet? Prawda?Dzisiejsze szukanie co-foundera widoczne w sieci wcale nie jest szukaniem współpracownika tylko ludzi, którzy za wykonanie pracy dostaną udziały i tyle. Ja tak nie chce! Nie uważam, że to dobry pomysł. Nie szukam jelenia, szukam kogoś kto podobnie jak ja zakocha się w tym produkcie, będzie chciał go rozwijać nawet kosztem inwestowania zysków. Kogoś kto w kryzysie będzie mnie wspierał i kogoś kogo ja również będę chciał wspierać.

co-founder

Kogoś kto akceptuje mnie takiego jakim jestem i chcącego osiągnąć sukces. Co mi uświadamia, że choć boję się tego napisać, szukam – kurde jak to brzmi – partnera na dobre i złe, który wywoła to magiczne „pstryk”, że między nami zaskoczy i polecimy w kosmos 😉 A jeśli tak jest to obawiam się, że nie uda mi się go tutaj znaleźć. Myślę, że czas znaleźć go na ulicy, podczas realnego networkingu! To by było na tyle, idę w miasto!

A Ty jak sądzisz można taką osobę znaleźć w sieci? A może czujesz, że jesteś taką osobą? Pisz do mnie na maciej.maciejowski@moonspace.pl 😉 Umówmy się na kawę!