Audiobook’owe pianie…

Z pewnością nie jestem w tej dziedzinie ekspertem. Nie muszę być. Nie jestem też wielkim koneserem. Czy tylko koneserzy mogą o tym pisać? Wiem, że spotkanie z antagonistami dostarczy wiele argumentów przeciw. To, przecież naturalne zachowanie. Jedno co jest pewne, że nawet te przeciwności nie powodują że nie mogę przestać. Uwielbiam to. Możesz mnie przekonywać, że to jest złe, że ma wady. Ja jednak czuję, że to się rozwija i jest mi z tym dobrze a nawet lepiej, uwielbiam je. A skoro jest mi tak bliskie, to o nich napiszę. Może Cię przekonam, może namówię do próby, może żadne z powyższych. No cóż masz wybór, ale jeśli się nie zdecydujesz pamiętaj, że dużo stracisz.

Piszę o książkach, nie takich zwykłych papierowych – leżących na półkach w pięknych oprawach z drobinami organicznych odpadków zaczytanego człowieka lub zapachem świeżej farby. Piszę o dźwięku, o przekazie ustalonym przez głos lektorów, aktorów, reżyserów, dźwiękowców oraz wszystkich innych, którzy w procesie twórczym doprowadzają do przekształcenia wersji papierowej książki w sformatowany utwór dźwiękowy.

Książka audio z angielska zwana audiobookiem ma swoje własne życie. Wielu mówi, że słuchanie nie jest już czynnością gdzie Twoje doświadczenie i wyobraźnia pozwala na pełniejszą, wyrazistą konsumpcję. To, w jaki sposób przeczytana jest książka ma znaczenie, wiem. Wiem też, że to, kto ją czyta jest maksymalnie ważne. Wiem też, że nie czuje się ograbiony z wyobraźni gdy słucham.

Może wydawać się Ci, że jestem leniwy. Może jestem, czasem jestem i chciałbym żeby tak zostało. Lenistwo jest najsilniejszym motywatorem rozwoju świata. Można pomyśleć, że udźwiękowione wersje książek są  jedynie odpowiedzą na trzęsące się zatłoczone środki masowej komunikacji (juhuuuu… metro), na samotne podróże samochodem (yeah, 5 godzin w samochodzie). To możliwe. Nie jestem pewny. Czy teatr, film, muzyka są odpowiedzią na podobne problemy? Czy w związku z tym, że chce pójść na film powinienem odmówić sobie tego i przeczytać scenariusz? Czy moja wyobraźnia osiągnie lepszy efekt od tego co chciał pokazać reżyser? Może.

Jednak wcale nie chce stracić tego co inni chcą mi pokazać, nie chce stracić interpretacji reżysera. Wcale nie jestem pewny czy czytając scenariusz „Pulp Fiction” wyobraziłbym sobie to co pokazali aktorzy i reżyser. Bardzo interesuje mnie ta wizja. Bardzo. Tak jak kocham filmy, tak mocno oczekuje  czegoś nowego od audiobooków. Ciekawi mnie interpretacja tekstu, ciekawi mnie to w jaki głos przemyka po liniach tekstu. I wcale nie mówię o superprodukcjach, słuchowiskach. Nawet „jedno-lektorowe” produkcje często mają w sobie ciekawą energię interpretacji.

Oczywiście to działa w dwie strony, bywały książki, których nie mogłem przejeść właśnie przez lektora. Tam gdzie oczekiwałem energii było mamrotanie i nudziarstwo.  Przerzucałem się na wersje papierowe. Bo to jest sztuka przeczytać ciekawie książkę.

I za tą sztukę szanuję wszystkie osoby, które rozwijają ten kawałek rynku. Cieszę się z każdej nowej produkcji. Cieszę się, że wreszcie ktoś myśli, że to nie jest tylko pomoc dla niewidomych. Jestem bogatszy o wiele tytułów na które nie mógłbym sobie pozwolić gdyby nie fakt, że zostały przygotowane w wersji audio.