obraz skasowany przez ACTA

ACTA w mojej głowie

ACTA – co z nią? Znajomy ostatnio zapytał. Nie było go kilka tygodni w Polsce. Pytał co sądzę o tym całym ruchu w sieci związanym z ACTA. O tych protestach i wszystkich prawach. Ten wpis to taki prosty zrzut przemyśleń i wątpliwości z mojej perspektywy.

Gdybym zapytał Cię czy pozwoliłbyś mi wejść do swojego domu i zabrać to co mi się podoba to pewnie wielkość twojego zdziwienia byłaby równie duża jak wielkość zdziwienia organizacji ochraniających własność intelektualną gdy niepubliczne pokazy nowych filmów chwile po prelekcji pojawiają się w sieci.

obraz skasowany przez ACTA

NIE DLA ACTA

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem ACTA nie dlatego, że nie chce by prawa własności były chronione. Nie chce tylko tych sposobów ochrony, które proponuje ACTA. Nie chce się wpisywać w nurt wulgarnych ataków na rząd. Wiem jak wiele mu brakuje kompetencji. Wielokrotnie obserwowałem procesy, które wynikały nie z doświadczenia czy wiedzy a jedynie „bo ktoś tak doradził” – pisałem o sprawie latarników i darmowego internetu, pisałem o jednolitości publicznego przekazu w internecie, wielokrotnie o tym w różnych gronach dyskutowałem. Wiem, że w masie skomplikowanych procesów ACTA w rządzie była tematem pobocznym, taki „pikuś”. Wiem, że Ci którzy tam zasiadają, choć korzystają z internetu to traktują go jak prąd a nie zjawisko, byt któremu można pomóc się rozwijać lub szybko zaszkodzić nieprzemyślanymi decyzjami.

Nie ma w parlamencie odpowiedniej siły, która swoimi kompetencjami i grupą interesów gwarantowałaby ochronę elementarnych praw obywatela w sieci. Można spokojnie powiedzieć, że panuje samowolka i przepychanie dekretów, których (jak pokazał poseł Migalski) nikt nie rozumie. Co ciekawe ta cała elita polityczna europejska jest na tym samym poziomie wiedzy o internecie i procesach w nim zachodzących, niestety bardzo niskim.

Zastanawiam się dlaczego tak mało osób w kraju wie, że nasze prawo jest już odpowiednio wrażliwe na własność intelektualną. Nie bez powodu chomikuj jest obsługiwany przez spółkę córkę na Cyprze. Naprawdę nikt nie słyszał o pozwach zza oceanu kierowanych do polskich firm? Naprawdę takie pozwy są w polskich sądach i odszkodowania o jakie pozywający walczą to nie są pieniądze na orzeszki – to wysokie stosy banknotów. A co za tym idzie pojawia się duży strach przed próbą zmiany istniejącego układu. U nas większość pomysłów, popularnych w stanach jeśli opierają się o wartości intelektualne nie ma szans zadziałać, zwykle właśnie przeszkody pojawiają się w interpretacji prawa.  Myślisz, że mógłbyś tak sobie YouTuba zrobić? Raczej nie. No chyba, że z Cypru.

Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się sprawa belgijskich gazet, które walcząc o ochronę swoich praw autorskich z Googlem w sądach wywalczyły, że google nie ma prawa pokazywać ich treści na Google News (dokładnie w serwisach Google) oraz musi im zapłacić odszkodowanie w przypadku naruszenia tego postanowienia. Gdy pojawił się wyrok dotyczący usunięcia wszystkich treści tych gazet z serwisów należących do Google, z ich indeksu wyszukiwarki zostały usunięte wszystkie odnośniki do sądzących Google gazet. A zaznaczając, że nie były to wszystkie belgijskie gazety nagle okazało się, że popularność zyskują w sieci inne tytuły. Sądzące firmy obudziły się z ręką w nocniku. Sądownie załatwiając blokadę dla Google sprawiły, że ta decyzja obróciła się przeciwko nim. Jedyną możliwością było poproszenie ponownie Google o dodanie ich treści do serwisów Google (w tym Google News)  i rezygnacją z wcześniej ustalonych kar oraz potencjalnych ponownych procesów.

Dokładnie tak samo może rozegrać się z ACTA, która w swoim podszyciu ma ten sam błąd. Kolejny raz widzę jak wyciąga się wielkie działo a w zasadzie bombę atomową do załatwienia problemu źle skoszonej trawy.  Oburzenie środowiska ludzi korzystających z sieci moim zdaniem  nie jest związane z nieodpartą potrzebą „kradzieży” dóbr niematerialnych objętych prawem autorskim. Oburzenie wynika z proponowanych konsekwencji naruszenia praw autorskich, sposobów rozstrzygania sporów,  oraz wewnętrznego braku połączenia pomiędzy „wirtualną działalnością” a fizycznymi drastycznymi efektami tejże.

AKCEPTOWALNA ACTA

Jest taka ACTA, którą byłbym w stanie poprzeć. Niestety ta, która jest na stole jest szkodliwa. Szkodliwa również dla twórców – Ci jeszcze sobie z tego sprawy nie zdają. Podobnie jak belgijskie gazety któregoś dnia przyjdą i będą błagać by dostać się ponownie do społeczności, która znajdzie drogę, całkiem inną omijającą przemysł, który nie może bez niej żyć. Może wiele będzie musiało się zmienić, ale już widzę, że zakaz nie pójdzie w kierunku zwiększenia używania tego co jest dziś na stole a otworzy drzwi wszystkim tym, którzy dziś przykryci są przez duże korporacje i biznesy. Pojawią się nowe modele i pozornie przeszkoda ACTA stanie się dźwignią dla zmiany. Dlatego właśnie nie popierając ACTA bardzo się nią nie martwię.